• Wpisów:89
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 13:01
  • Licznik odwiedzin:64 944 / 2152 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
*4 miesiące później*

Cla.

To był słoneczny poranek. Jak na dzień w Londynie ,dość niespotykany widok.Obudziłam się zastając w kuchni małą żółtą kartkę z wiadomością napisaną tak dobrze znanym mi pismem.
"Muszę coś załatwić w studiu nagrań, wrócę dopiero wieczorem...Przepraszam ,Dave :c"
Westchnęłam ciężko natychmiast tracąc humor.
-Zapowiada się piękny samotny dzień...
Zjadłam śniadanie i postanowiłam wziąć prysznic gdy do drzwi mojego apartamentu ktoś zadzwonił.
Lekko zdziwiona szybko podbiegłam do drzwi i natychmiast je otworzyłam.
Moim oczom ukazał się najbardziej dziwny widok jaki tylko można sobie wyobrazić.
-Hey.-powiedział nieśmiało obiekt swym głębokim głosem.
-Haaarry ? Co ty tu robisz ?-zapytałam nie wierząc do końca w to co widzę.
Uśmiechnął się nieśmiało. Dopiero potem zobaczyłam ,że nie jest sam. Za jego plecami ukrywała się jego nowa dziewczyna -Nicole.
Przyjęłam pozycje bojową.
Nie wiem co wtedy czułam...Jakieś mieszane uczucia .Gniew ,zazdrość ,ból...Nie mam pojęcia.
A tu przede mną stała właśnie jedna z najbardziej puszczalskich lasek z Las Vegas z moim eks.
Normalnie nie powinno mnie to ruszać ale mam sentyment do ludzi i poczułam, że mnie mdli.
Później pojawiły się inne myśli...Po cholerę oni do mnie przyszli ? Jak się okazało nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
-Mamy dla Ciebie zaproszenie.-Powiedziała Nicole swym soczystym głosem aż przeszły mnie ciarki.
-Jakie zaproszenie ?-zapytałam zniecierpliwiona ,nie ukrywając ,że pragnę aby jak najszybciej sobie poszli.
-Możemy wejść ?-odezwał się cicho Harry.
Skinęłam twierdząco głową.
Wtedy ukazała się cała wielkość Nicole Kardiz.
Wielkie piersi ,usta powiększane botoksem ,ponętne ciało ,czarne włosy do ramion i wielka ilość tapety na sztucznej mordce. Całość dopełniały kozaczki do ud i panterka.
Nie miałam pojęcia co Harry w niej widzi.
-Chcemy Cię serdecznie zaprosić na nasze zaręczyny.
Dalszy rozwój wypadków potoczył się bardzo szybko.
Próbowałam nie zemdleć i opanować ból w klatce piersiowej gdy pojawiły się wspomnienia wspólnie przeżyte z Harrym.Później napłynęła do mnie fala mdłości gdy wyobrażałam sobie jak ta żmija wpycha mu do ust swój język. Następnie wyobraziłam sobie ich dzieci ,ślub i zaręczyny. Nie ,to nie możliwe... Nie wyobrażałam sobie tego jak w tym wszystkim uczestniczę i uśmiecham się sztucznie życząc im szczęścia.
-Dziękuję bardzo.-powiedziałam z wymuszonym uśmiechem ,bo stwierdziłam ,że ta cisza trwa zdecydowanie zbyt długo.
Harry jeszcze bardziej spuścił wzrok. A Nicole uśmiechała się wrednie.
-Mamy nadzieję ,że przyjdziesz z Dave'em.
-Tak ,na pewno się ucieszy.-odparłam nie wierząc w to jak dobrze potrafię kłamać.
Potem chwilę się pokręcili ,rozmowa się nie kleiła i poszli szybciej niż przyszli.
Nie zastanawiając się długo cisnęłam zaproszenie na blat kuchenny i pobiegłam czym prędzej do łazienki. Moje wspomnienia odżyły.
To było nie sprawiedliwe. Miał czelność jeszcze tu przychodzić. Wtedy kiedy już myślałam ,że jest naprawdę dobrze. Uspokój się. Każdy ma prawo ułożyć sobie życie. Jesteś z chłopakiem ,z którym jesteś szczęśliwa i wiesz ,że Cię nie skrzywdzi...
Mechanicznie wykonałam wszystkie czynności i rzuciłam się na łóżko zachodząc się od płaczu.
Nie wiem ile hektolitrów łez wylałam ,wiem tylko ,że ktoś coś do mnie mówił ale nie wiem kto i czego ode mnie chciał.

Nesta.

-Boże ! Boże!-krzyczał Dave gdy tylko dotarłam do apartamentu Cla.
Przez telefon ni jak mogłam się z nim porozumieć więc stwierdziłam ,że jak najszybciej muszę przyjechać.
Siedział na ziemi obok jej łóżka i płakał.
Pierwszy raz widziałam jakiegokolwiek chłopaka w takim stanie.
-Co się stało?! -krzyknęłam przerażona upuszczając na podłogę torebkę i natychmiast podbiegając do Cla.
Wyglądała przerażająco. Była cała biała i miała słaby puls. Była wycieńczona. Spojrzałam na sińce pod oczami i wszystko zrozumiałam.
-U niej też byli...-powiedziałam rozwścieczona.
-Kto ?-powiedział Dave.
-Harry z Nicole.-odpowiedziałam zniesmaczona dzwoniąc po lekarza ,który dotarł do nas w pięć minut. Jak się okazało ten czas pomógł Dav się uspokoić.
Siedział z oczami wlepionymi w Cla przyglądając się temu co robi lekarz.
-Będzie wszystko w porządku.-odparł lekarz.-Jest strasznie zmęczona i raczej zapowiada się na mocne przeziębienie.
Później spojrzał krytycznie na Dave i powiedział kręcąc z niesmakiem głową.
-To nie do pomyślenia ,żeby kobieta płakała przez mężczyznę.
Devi otworzył w proteście szeroko usta po czym jak najprędzej je zamknął.
Nie miał po prostu siły się kłócić.
-Dziękujemy Panu bardzo.-powiedziałam z wdzięcznością odprowadzając lekarza do drzwi.
-Uważajcie na nią bo dziewczyna się zmarnuje. -rzekł grzecznie dodając "DO WIDZENIA".
Uśmiechnęłam się smutno i pobiegłam czym prędzej do łóżka Cla ,która już pomału dochodziła do siebie.
PS. *ZABIJCIE MNIE JAK CHCECIE*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Kristen.


-Cześć.-przywitałam Niall'a całusem w policzek.
Uśmiechnął się do mnie z lekką kpiną po czym jego wyraz twarzy ponownie stał się poważny.
Nigdy go takiego nie widziałam i szczerze mówiąc zaczęło mnie to już przerażać.
Wyglądał jak kamienny posąg lekko zmartwiony lub zawzięcie o czyś rozmyślający tylko szkoda ,że nie dzielił się swoim odkryciem.
-Niaall ? Wszystko w porządku ?-spytałam siadając przy stoliku zawieszając torebkę na brzeg krzesła.
Czekając na odpowiedź zaczęłam się rozglądać po Strasburg'u. O tej porze nie było tu zbyt wielu gości.
-Niall do cholery!-krzyknęłam trochę zbyt głośno. Zostałam obrzucona spojrzeniem starszej pani ,które raczej nie znaczyło nic dobrego.
Niall westchnął ciężko dopiero teraz zaczynając patrzyć mi w oczy.
-Kris... to nie takie proste.
Zaczęło we mnie już pomału wrzeć. Dlaczego nie raczył mnie powiadomić co się dzieję ? Czy to miało związek z nami czy chodziło o coś innego ?
-Niall ? Powiesz mi w końcu o co chodzi ?
Skinął twierdząco głową i spojrzał za szybę.
-Powiem Ci wszystko... ale nie tutaj.
Spojrzałam na niego pytająco. Przecież mogliśmy tutaj spokojnie porozmawiać nie narażając się na przyjazd paparazzi ,nie to co na zewnątrz.
-Dobrze.-odparłam zrezygnowana.
-Chodźmy do parku.-rzekł kładąc należność za moje late wraz ze sporym napiwkiem.
Wnioskując po minie młodej kruczowłosej kelnerki był on tutaj stałym gościem i także mile widzianym sądząc po jej maślanych oczach.
-Dziękuję Panie Horan.-powiedziała niezwykle słodkim głosem. Skłonił jej głowę łapiąc mnie za rękę.
Widząc to posłała mi wrogie spojrzenie.
Uśmiechnęłam się do niej triumfalnie.
Spuściła wzrok na podłogę wybiegając szybko na zaplecze.
Uśmiechnęłam się przytulając się do mojego chłopaka starając się wciągnąć jak najwięcej jego zapachu.
-Kocham Cię.-szepnął mi do ucha odgarniając włosy.
-Wiem.-powiedziałam z wrednym uśmieszkiem dając mu buziaka.
Uśmiechnął się lekko.
-Idziemy do parku.-powiedział zamyślając się. Nie odezwał się do mnie przez całą drogę.
-Niall ,powiesz mi co się stało ?-zapytałam już naprawdę zaniepokojona gdy byliśmy już w parku.
Grupka dzieci ganiała po parku podrzucając zgrabione liście do góry lub tarzając się po trawie. Przedszkolanka nie mogła zapanować nad rozbrykaną zgrają.
Uśmiechnęłam się.
-Niall powiedz mi !-krzyknęłam mając już łzy w oczach.Nie dawałam rady znosić już tego napięcia ,które jakimś cudem wytworzyło się po między nami.
Bolało mnie to ,że nie chciał mi powiedzieć.Zawsze uważałam ,że nawet najgorsza prawda jest gorsza od kłamstwa.Chciałam ją wreszcie usłyszeć.
-Usiądźmy.-rzekł spokojnie ,próbując sprawić aby jego głos brzmiał neutralnie. Przy mnie nie musiał udawać ,przecież i tak wiedziałam co dzieję się w środku.
Usiedliśmy na ławce naprzeciwko dzieci ,które dalej wesoło brykały. Spojrzałam ze współczuciem na załamaną opiekunkę.
-Mów. ,,Już proszę.''-dodałam w myślach ,nie mogąc znieść tego zdenerwowania ,które falami napływało do mojego ciała przynosząc gorąco.
-Nie wiem właściwie od czego zacząć.-powiedział Niall parząc mi prosto w oczy.
Jego niebieskie tęczówki całe owiane były smutkiem ,który wyraźnie niszczył go od środka.
Okrągłe sińce pod oczami zdradzały ,że nie spał tej nocy ,a może i kilka poprzednich.
Jak znam życie pewnie ciągle jechał na kawie.
-Więc...?-łapiąc chłopaka za rękę by dodać mu otuchy.
Uśmiechnął się smutno i wziął głęboki oddech. Następnie ze łzami zbierającymi się w kącikach oczy wypuścił ciążące mu w piersiach powietrze wraz z potokiem słów.
-Kristen... Zayn... On bierze.
Patrzałam na niego ze zdziwioną miną.
-Nasz zespół się rozpada! Rozumiesz? Wszystko się wali!-zaczął płakać. Poniosły go emocję ,które dusił w sobie przez wiele dni.
Wiem ile dla niego znaczyło to wszystko ,przyjaciele, zespół,bracia, rodzina.
Przytuliłam go mocno pozwalając mu wyzbyć się dręczącego go smutku.
-Bierze?-zapytałam ryzykując kolejny napad płaczu.
-Tak.-odparł Niall ocierając zły chusteczką ,które jeszcze przez chwilę spływały mu po policzkach. Był taki biedny, mały i bezbronny.
-Nie martw się.-rzekłam panując ledwie nad swoimi uczuciami.-Razem coś na pewno wymyślimy.-odparłam już pewniej dotykając lekko jego pięknych blond włosów.
Uśmiechnął się słysząc moje słowa.
-Bałem się...-przerwałam mu.
-Czego? Tego ,że Cię zostawię gdy pojawi się jakoś problem? Zawszę przy tobie będę.-powiedziałam wstając z ławki.
-Po za tym Zayn to też i mój przyjaciel ,więc zamierzam mu pomóc. Więc dokąd jedziemy?-zapytałam strzepując z czapki kurz.
-Dom Zayn'a.-powiedział już wyraźniej rozluźniony. Ziewając sięgnął do kieszeni kurtki po kluczyki.
-Nie, nie... Ja prowadzę.-powiedziałam zabierając mu kluczę.
W normalnej sytuacji Niall przyjął by to za zniewagę ,baa uraz jego honoru i dumy ale dzisiaj nawet nie protestował. Wiedział ,że tak będzie lepiej i bezpieczniej.
Posłusznie szedł za mną.
-Gdzie zaparkowałeś ?-zapytałam szukając jego auta pod Strasburg'iem.
-Po drugiej stronie ulicy.-wskazał czarne BmW.
"To wszystko przez Marie"
Pomyślałam karcąc się za niesprawiedliwość.
Przecież ona nie mogła nic zrobić, to nasza wspólna wina ,że niczego nie zauważyliśmy.


Gdy przekroczyłam domu ,właściwie willi Zayn'a zobaczyłam pięknie wysprzątane mieszkanie ,wprost lśniące czystością i pachnące fiołkami.
-Nie spodziewałaś się zapewne takie widoku ?-zapytał Niall pomagając zdjąć mi płaszcz.
-Nie ,bardzo.-powiedziałam zgodnie z prawdą rozglądając się po domu.
-Wszystko sam posprzątałem...trochę tego było.-powiedział nieśmiało gdy posłałam mu pełne respektu spojrzenie.
-Wow...
-No może nie całkiem...Lustro pomogła wynieść mi Marie.
Dopiero teraz zauważyłam pustą ramę nie pasującą do reszty. Marie? Może jednak źle ją oceniłam.
-Gdzie ona jest?-zapytałam idąc w stronę salonu.
-Pewnie teraz przy nim siedzi.-odparł smutno Niall.
Podeszłam do niego szybko mocno go przytulając.
-Przestań się martwić.Przecież Ci obiecałam ,że wszystko będzie dobrze.
Chłopak sennie skinął głową.
Zrobiło mi się nagle wstyd za samą siebie.Przecież już dawno powinnam go wysłać do łóżka.
-Idź się wykąp i przyjdź szybko na dół.Zrobię coś do jedzenia.-powiedziałam uśmiechając się.
-Kristen...
-Bez dyskusji!-krzyknęłam.
Podszedł do mnie z uśmiechem czule mnie obejmując.
-Tak jest pani generał.-szepnął mi do ucha.
Uśmiechnęłam się ciesząc się jego bliskością.
-Dzięki ,że jesteś...-powiedział cicho szybko wbiegając schodami na górę.
-Kocham Cię.-powiedziałam patrząc za nim jeszcze chwilę po czym zajęłam się przygotowaniem kolacji.
________________________________________________

-Jak się czujesz? -zapytałam Marie siedzącą obok Zayn'a przy łóżku i czule trzymającą go za rękę.
Podskoczyła przestraszona.
-Och...Przepraszam...-powiedziałam zawstydzona.
-Nic się nie stało.-odparła z przyjacielskim uśmiechem wskazując ręką pufę obok.
-Wydaję się być okey.-odparła po chwili nie odrywając wzroku od ukochanego.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie widząc jej wyraz twarzy świadczący o czymś innym.
-Dostał proszki na sen i jest wykończony.-powiedziałam biorąc ją za drugą rękę.-Będzie spał długo.
-Taak.-odparła nadal nie odrywając od Niego wzroku.
-Chodź do jadalni...-szepnęłam.-Przygotowałam kolację.
-Dzięki ,Kris ale nie jestem głodna.-powiedziała ze smutkiem.
-Nie obwiniaj się za to co się stało.-powiedziałam wstając.
Uśmiechnęła się do mnie serdecznie.
-Zrobiłam ciepłą jajecznice ze szczypiorkiem na boczku oraz kanapki z szynką oraz ogórkiem i pomidorem.-rzekłam zachęcająco.
Uśmiechnęła się do mnie szczerze.
-A wiesz... za chwilę przyjdę. Jednak zachciało mi się troszkę jeść.-powiedziała odprowadzając mnie wzrokiem.
-Zuch dziewczyna.-powiedziałam wracając do kuchni ,w której już czekał na mnie Niall.
-Ejj! Draniu tylko nie zjedz wszystkiego!-krzyknęła Marie wychodząca za mną.-My też jesteśmy głodne.
Niall obrzucił nas niewinnym po czym wrócił do jedzenia.
Wszystko się ułoży. Jestem pewna.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

*CZEŚĆ* Dłuuugo mnie tutaj nie było. Nie będę wam podawać powodów bo je znacie.
Postaram się dodać nowy rozdział w sobotę w przyszłym tygodniu bo mam spore zaległości.

Co powiedzie na małe pocieszenie ?


"Is hurts, when You get too close, Baby it hurts..."




~Piszcie czy wam się podoba lub nie : )

Następny rozdział o Ell i Lou czy Cla + Harry & Dave ? Propozycje w komentarzach.
Czekam na nie do czwartku.
Cla x.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Nesta.
-Może to niezbyt dobry pomysł ?-szepnęłam do Liam’a gdy staliśmy przed jego domem tuż przy werandzie.
Chłopak spojrzał na mnie ze smutkiem uśmiechając się na przekór sobie.
-Jeśli nie chcesz…-powiedział idąc w stronę samochodu.
Mimowolnie przygryzłam wargi biegnąc za nim.
-Nie ,nie.-powiedziałam stanowczo. –Nie możemy przecież tak po prostu sobie odejść…Przecież im obiecaliśmy.-odparłam ciągnąc Liam’a z powrotem w stronę domu.
Czułam jak z każdym krokiem coraz bardziej zasycha mi w ustach.
Bałam się ,ogromnie się bałam ale nie chciałam zawieść Liam’a a co dopiero jego rodziców.
Musiałam przezwyciężyć strach spotkania i wywrzeć na nich pozytywne wrażenie.
-Gotowa ?-zapytał mój ukochany z uśmiechem na ustach.
Skinęłam tylko głową biorąc głęboki oddech i ruszyłam przed siebie przekraczając próg domu.
Uderzył mnie zapach goździków i świeżo pieczonego ciasta.
Czysta ,lśniąca ,świeżo wypastowana podłoga ,mnóstwo kwiatów i wielka szafa to pierwsze co rzuciło mi się w oczy. Nawet sprawiło to ,że na chwilę zapomniałam o strachu.
Może to dlatego ,że poczułam atmosferę domu ,prawdziwego domu.
-Maaamo ! Tatooo! –krzyknął Liam pomagając zdjąć mi mój płaszczyk.
Ja jednak uniemożliwiałam mu to patrząc się przed siebie.
-Nie bój się… -szepnął mi do ucha ponawiając próbę zdjęcia ze mnie odzieży tym razem oddałam mu odzienie bez oporu.
-Ooo.! Jesteście! –krzyknęła kobieta wyłaniająca się zza rogu korytarza. – Jak miło Was widzieć.-powiedziała ze szczerym uśmiechem na ustach.
Poczułam ,że robi mi się słabo i natychmiast przytrzymałam się ramienia Liam’a aby nie upaść.
To jednak nie uszło uwadze jego mamy.
-Wszystko w porządku? –zapytał mnie zaniepokojony Liam.
Kiwnęłam tylko głową dalej trzymając się jego ręki.
-Na litość boską ! Liam ,nie widzisz ,że dziewczyna wygląda blado ? Bierz ją na ręce i zanieś do salonu na pewno jest zmęczona.
Już chciałam zaprotestować ale przyszła teściowa posłała mi troskliwy uśmiech i szepnęła : To dla twojego dobra.
Liam’a wysłała po drewno do kominka a mi wręczyła parę kapci i poduszkę pod pulsującą głowę.
Uspokojona już siedziałam czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Poczułam smutek wiedząc ,że wszystkich zawiodłam…
Poczułam jak na moje policzki spływają rumieńce wstydu. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię… Pierwsze spotkanie jest zawsze najważniejsze a ja zawaliłam sprawę całkowicie…
-Chciałam przeprosić Panią za kłopoty…-powiedziałam ze smutkiem spuszczając wzrok na podłogę gdy mama Liam’a wręczyła mi kubek gorącej herbaty.
-Dziękuję…-wyszeptałam cicho upijając łyk. Napój smakował wyśmienicie. Wyczułam w nim imbir ,trochę goździków i zioło ,którego nie znałam.
-Jakie kłopoty ,dziecko ?-zapytała mnie z troską. –Na razie do tego domu przynosisz tylko szczęście.-odparła siadając obok mnie na kanapie.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę ,że tu przyjechałaś i przyprowadziłaś nam Liam’a. –powiedziała uśmiechając się. Mówiła szczerze. Zachowywała się tak jak moja własna mama, osoba ,której mogę wszystko powiedzieć i która wiedziała o mnie absolutnie wszystko…
-Nie bywa tu zbyt często ,niestety. –powiedziała zmieniając wyraz twarzy na zmartwiony.
Uśmiechnęłam się ,czując się już swobodnie i upiłam kolejny łyk napoju.
-Postaram się to zmienić ,obiecuję. –powiedziałam obserwując kolejną zmianę na twarzy kobiety.
-Dziękuję Ci ,dziecko.-powiedziała ściskając mnie przyjaźnie za rękę. –Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
Następnie mnie przeprosiła zostawiając na szmaragdowej kanapie z kubkiem prawie wypitej już herbaty w ręku i odeszła do kuchni aby przygotować resztę posiłku ,które najprawdopodobniej zakłóciło nasze wtargnięcie.
Znów wyczuwając poczucie winy i kończąc napój ruszyłam w stronę drzwi ,w których znikła kobieta pukając w nie lekko a następnie niepewnie je uchylając.
-Można ?-zapytałam widząc ją z pośpiechem siekającą warzywa.
-Och! Ness ,taak. Proszę…-odparła troszkę przerażona. Więc wymieniamy się rolami? Zapytałam sama siebie w myśli uśmiechając się nieśmiało.
-Pomogę.-powiedziałam biorąc od kobiety nóż ,która z ulgą na twarzy otarła pot z czoła i zajęła się przygotowywaniem ciasta.
-Dziękuję.-powiedziała gdy kończyłam siekać ogórki wsypując je do salaterki. –Sama nie dałabym rady. –dodała uśmiechając się z wdzięcznością.
-Nie ma za co.-powiedziałam odwzajemniając uśmiech.-To nasza wina ,że wpadliśmy za wcześnie. Właściwie to mówiłam Liam’owi abyśmy poczekali ale uparł się ,że się Pani ucieszy.-powiedziałam zamyślając się na chwilę.
-Miał rację. Zastanawia mnie jednak gdzie ten łobuz jest…-powiedziała zaczynając nucić nieznaną mi melodię.
-Pięknie… Co to ?-zapytałam przyglądając się kobiecie z podziwem.
-Och…To…-odparła czerwieniąc się na twarzy. –To taka kołysanka. Śpiewałam ją zawsze Liam’owi gdy był mały.-powiedziała wycierając w ścierkę ręce.
-Naprawdę pięknie.-powtórzyłam moją opinie. –Już wiem po kim Liam odziedziczył talent.-dodałam kończąc sałatkę.
Dalsze rozmowy przeszły na temat dzieciństwa Liam’a ,dowiedziałam się wielu śmiesznych ale także i przerażających rzeczy. Uświadomiłam sobie co przeżywała jego mama gdy jej największy skarb –ukochane dziecko walczyło o życie. W oku zakręciła mi się łza i to samo zauważyłam u Karen.
-Niech Pani nie płaczę…-powiedziałam także zaczynając beczeć.
Machnęła tylko ręką ocierając szybko łzy. Podeszłam do niej niewiele się zastanawiając i mocno przytulając ją do siebie.
-Już dobrze…-wyszeptałam będąc nadal w uścisku.-Nic mu nie grozi obiecuję ,że będę się nim opiekować.-powiedziałam uśmiechając się.
-Proszę Pani…-próbowałam zatamować jej łzy.-Ma Pani najlepszego syna na całym świecie. Mądry ,zdolny ,odważny i wciąż pamiętający kim jest.
Przerwała mi patrząc mi prosto w oczy.
-I ma taką wspaniałą dziewczynę jak ty.-dodała uśmiechając się przyjaźnie. –Mój mi Karen –Dziecko.


Tato Liam’a także okazał się wspaniałym człowiekiem.
Poprawiał mnie za każdym razem gdy użyłam sformułowania „Proszę Pana…”
-Mój mi Geoff. To nie jest naprawdę trudne imię ,dziecko.
Za każdym razem oblewałam się rumieńcem co chyba mi się podobało bo posyłał mi wesołe spojrzenia. Dziwne było to ,że w obcym domu tak szybko poczułam się jak u siebie.
Byłam sobą ,tak jak przy Liam’ie i czułam się naprawdę wspaniale.
Zjedliśmy kolację ,która była naprawdę przepyszna i ulotniliśmy się idąc na górę.
-Jak wrażenia ?-zapytał mnie Liam naprawdę szczęśliwy.
Uśmiechnęłam się szeroko wskakując mu na barana.
-Lepiej być nie mogło.


________________________________________________

Okey ,Kochani! Możecie się na mnie złościć ,krzyczeć ,możecie mnie nawet nabić ale ja nic nie mogę na to poradzić ,że nie mam na nic czasu.
Przepraszam ,że ostatni rozdział był dodany 2 tygodnie temu ale :
a) szkoła = kartkówki ,sprawdziany... i totalny odpał nie daję rady... w sumie to 3 klasa gim a zależy mi na dobrym LO.
b) zajęcia pozalekcyjne = sql music ,Empik itp.
No to tyle z powiadomień. Następny rozdział postaram się dodać wcześniej jeśli sytuacja mi na to pozwoli : )
A teraz musicie zadowolić się tym nędznym czymś + mój tt i filmikiem na poprawę humoru
Piszcie komentarze i oceniajcie. Cla xX

*music is my life ܤ*
@Claudia1D_PL - My tt.


*Hi ,Polish Fan !*

+ @davedays -Gangnam Style ;D
  • awatar Lemon Tree ♥: Pani musi wrocic i dokonczyc to opowiadanie, go mi sie spodobalo i chce wiecej! :) pozdrawiam
  • awatar Gość: Super! <3
  • awatar Gość: Rozdział fajny .. :D A brak czasu rozumiem :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Marie.

Był to jeden z chłodniejszych poranków w Londynie.Jak to możliwe? Naprawdę nie wiem.Zawsze tu pada i jest zimno ale tym razem nie było śladu deszczu tylko wiał przerażający wiatr zrzucając ostatnie liście z parkowych drzew.
Ubrana w cienki szarawy płaszczyk, ciepły golf i leginsy oraz botki szłam niepewnie obmyślając wymianę zdań ,która miała niebawem nastąpić. Miałam go spotkać.
Właściwie to nie wiem dlaczego poprosił mnie o to spotkanie.Przecież nie tak dawno przekazał mi wyraźnie ,że nie jestem dla niego nikim ważnym.Twierdził ,że się zmienił ale niestety jak się okazało nic nie poszło ku lepszemu.
'London Cafe' przeczytałam wielki złoty szyld uśmiechając się smutno.
Tutaj wyznaczone miałam spotkanie.Nie wiedziała czego ode mnie chce ani tego co mi chce powiedzieć.Właściwie nie wiedziałam nawet tego dlaczego przystałam na jego prośbę i zgodziłam się na to spotkanie.
"Bo ciągle go kochasz?"
Szepnął głos w mojej głowie. -Bzdury.-powiedziałam trochę za głośno zwracając na siebie uwagę kilku przechodniów i niemal natychmiast oblałam się ognistym rumieńcem.
Gdy tylko przekroczyłam próg kawiarni uderzył mnie niesamowicie intensywny zapach kawy.
Od razu poczułam ogromne pragnienie i zamykając na chwilę oczy wciągnęłam go w płuca pragnąc nacieszyć swe zmysły.
Jak się okazało Zayn'a jeszcze nie było.
Spojrzałam ze smutkiem na zegarek. No tak byłam 15 minut przed czasem.
Skołowana zaczęłam bawić się beżową serwetką gdy tylko usadowiłam się przy stoliku.
-Co podać?-zapytała mnie kelnerka w eleganckim fartuszku i mysich włosach związanych niedbale w koński ogon.
-Nie jestem głodna ale nie pogardzę też i kawą.-odparłam z uśmiechem na ustach.
Blondynka jak się okazało Cassie podała mi menu z uśmiechem na ustach.
-Nie ,nie.-powiedziałam trochę ją niepokojąc.
-Co ty polecasz?-zapytałam odkładając kartę.
Dziewczyna zastanowiła się chwilę po czym szybko odparła.
-Latte.
Uśmiechnęłam się do niej wieszając brązową torebkę na oparciu krzesła.
-W takim razie poproszę ,latte.
Ze skinieniem głowy przyjęła zamówienie i szybko tanecznym ruchem ruszyła na zaplecze po chwili przynosząc mi świeżą kawę.
Podziękowałam jej przeglądając dzisiejszego 'The London Times',którego kupiłam niedawno za rogiem.
Nie było w nim zbyt ciekawych informacji.Już miałam odłożyć gazetę na bok gdy zobaczyłam interesujący nagłówek.
"Claudia i Dave Days razem?"
Patrzałam zszokowana na zdjęcia,które paparazzie najwyraźniej robili na lotnisku.
-Świetnie...Wszystko się rozpada.-warknęłam ze złości. Spojrzałam na zegarek.
4.30 p.m
-On już nie przyjdzie.-powiedziała kelnerka ze smutkiem.
-Przecież wiem.-odparłam płacąc za kawę i dając jej spory napiwek.
Uśmiechnęła się do mnie z wdzięcznością odprowadzając mnie wzrokiem.
-Głupia...Znów się łudziłam.


Niall.

-Zayn! Zayn!-wołałem przyjaciela.
-Gdzie on do cholery jest?-warknąłem próbując dobijać się do drzwi.
Dostałem od niego rozpaczliwy telefon z prośbą o pomoc.Nie mogłem go zignorować.Rozmawiając z nim stwierdziłem ,że jest totalnie wykończony i potrzebuje pomocy dlatego jak najszybciej rzuciłem wszystko pakując się w małą walizkę i ruszyłem mu na pomoc.
To wszystko przestawało być już zabawne.
Stałem pod jego domem dobre trzy godziny próbując zaglądnąć w okna ,które jak się mogłem domyślić były przyciemnione.
-Zaayn!-warknąłem wkurzony.
Zaczynałem się naprawdę martwić.
Postanowiłem wyłamać drzwi gdy na ulicy zaczęły zapalać się latarnie i w pobliżu zaczęły kręcić się jakieś typki.
-Wchodzę.-krzyknąłem wpadając na drzwi i pokonując ich opór łatwo.
W domu wszędzie pachniało odorem alkoholu.
Zauważyłem rozbite lustro i trochę krwi.
Naprawdę się przeraziłem gdy ujrzałem Zayn'a leżącego na kanapie.Jednocześnie poczułem ulgę ,że jednak nic mu się nie stało.Sprawdziłem jego puls i uspokoiłem się upewniając się ,że żyje.
Wszędzie obok niego leżały jakieś tabletki i strzykawki.Przyglądałem się temu zszokowany.
Puste butelki po alkoholu i papierosach ,końcówki skręconych jontów walające się po podłodze i jego ramię z zaschniętą krwią.
Byłem naprawdę przerażony.
Usiadłem na podłodze ogarniając cały ten syf...
-Niemożliwe...To kurwa nie może być prawda!-wydarłem się budząc przyjaciela, którego jak się okazało wcale nie znałem.
-Niall...-powiedział zachrypniętym głosem.
-Wyjaśnisz mi to? Co to jest,Zayn ?Co się z tobą dzieje?-zapytałem w geście rozpaczy rozkładając ręce.
Zayn machnął na to tylko ręką zwlekając się z kanapy i sycząc z bólu.
Szybko do niego podbiegłem pomagając mu wstać.
-Do łazienki.-powiedział niewyraźnym szeptem.
Spełniłem jego prośbę wlekąc go do łazienki co przy mojej posturze nie było czymś łatwym.
-Dziękuję.-powiedział gdy przytrzymywałem mu nad sedesem głowę i robiłem okład mokrym ręcznikiem.
-Zayn musimy porozmawiać.-powiedziałem wściekły i zmartwiony na przyjaciela.
-Dobrze ale to później...Teraz muszę iść spać.
Skinąłem głową na znak ,że rozumiem i powlekłem Malika do gościnnego pokoju.
Natychmiast zasnął.
Patrzałem na niego przerażony jakby za chwilę miał stracić oddech.
-Boże... co się z nim dzieje?-zapytałem ze smutkiem uchylając lekko drzwi i wracając do salonu.
________________________________________________

Noc spędziłem prawie nie mrużąc oczu.
Rozmyślałem o tym co się stało. Wiedziałem, że nie mogę go zostawić w takiej sytuacji. Musiałem mu pomóc.
Postanowiłem posprzątać cały dom bo wezwanie sprzątaczki mogłoby wywołać atak serca. Sam widok narkotyków powodował we mnie odruchy wymiotne...
Wyrzuciłem strzykawki do kosza i pozbyłem się tego cholernego zielonego świństwa.
Gdy salon już lśnił zająłem się przedpokojem i zbitym lustrem.Dokładnie sprzątnąłem też łazienkę wymieniając brudne ręczniki na czyste i robiąc pranie następnie zająłem się pokojem Malika w którym spędziłem ostatnią noc wymieniając pościel i robiąc dokładny przegląd wszystkiego.
Uspokojony znalazłem tylko 16 sztuk luster bez żadnego świństwa.
Dochodziła już 6 p.m. Zayn dalej spał. Ja natomiast byłem bardzo głodny.Nie jadłem nic od przyjazdu tutaj.
Nie chciałem zostawiać go samego w domu. Lodówka była kompletnie pusta. Postanowiłem więc zadzwonić do Tom'a aby zrobił zakupy w Tesco i dostarczył je do tego domu i także do ślusarza ,który wymieniłby zepsute drzwi.
Sam nie mogąc wytrzymać uczucia głodu zamówiłem wielką pizzę.
Posilony i bezpieczny oraz obładowany zakupami zacząłem szukać czegoś w internecie o narkotykach i jak z nimi walczyć.
Szukałem także przepisu na szybkie jedzenie by móc podać je Zayn'owi.
Nie spędziłem kilka chwil gdy rozległ się dzwonek do drzwi.
-Marie?- krzyknąłem zszokowany.
-Niall do cholery powiedz mi co się tu dzieje.-powiedziała wbiegając do domu i patrząc w ekran laptopa.
-Co?!-wrzasnęła.
-Marie usiądź a wszystko Ci wytłumaczę-powiedziałem tłumiąc gniew i przeklinając w myślach to jak mogliśmy go tak wszyscy zostawić.
-Zayn jest uzależniony.

__________________________________________________________________________________________________

Dzięki ,że to czytacie ;D Dzisiaj dzień blogów więc postanowiłam zrobić dla was prezent i dodać rozdział. Wiem, że jest troszkę szokujący ale staram się być kreatywna i opierać się na mojej wyobraźni. Odnajduje w pisaniu siebie i to jest najważniejsze.
Mam nadzieję ,że się spodoba.
Był pisany na spontana ale chyba jest dobry. Tak mi się wydaje.
Moje opowiadanie to dramat.No wiem jestem bez uczuć tak ich wszystkich krzywdząc... ale najważniejsze jest to by było ciekawie więc :
CZYTAMY I OCENIAMY NAJLEPIEJ KOMENTUJĄC : D
Mam nadzieję ,że będziecie dla mnie krytyczni i ocenicie ten rozdział sprawiedliwie.

by Cla. <3
  • awatar counting stars♡: Wow, świetne <3 Wpadaj tutaj:http://directioners14.pinger.pl/
  • awatar FOR SALE ♡: http://ymmmhymmm.pinger.pl/m/13990285/sprzedam-bluzke-z-1d - zapraszam fanów do kupna bluzeczki z *One Direction* !
  • awatar Gość: Wow..zajebisty rozdział! Czekam na ciąg dalszy!! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 

Louis.

-Muszę wyjść do Wc.-zakomunikował nam Lokowaty z niezbyt wesołą miną.
Razem z Liam'em posłaliśmy mu pełne współczucia spojrzenie.
Nienawidziłem siebie za to ,że się w niej zakochałem... Zdradziłem swojego przyjaciela i zniszczyłem prawie całkowicie naszą przyjaźń.
Myślałem ,że wszystko będzie w porządku on nam wybaczył a ona wróciła do Polski.
Wszystko się posypało.
Przed wczoraj nakryłem go w klubie z jakąś wschodzącą gwiazdką ,która chciała pławić się w cieniu jego sławy. Nie byłem zły po prostu siłą zaciągnąłem go do samochodu i zawiozłem do naszego domu.
Dlaczego to robił ? Dlaczego ? Przecież obiecał nam wszystkim ,że ją odzyska i wszystko będzie jak dawniej...
Czułem się dziwnie będąc tym najstarszym ale nie mogącym niczemu zaradzić.
W Milk Shake City była nas tylko trójka. Nie powinniśmy siedzieć tu tylko we troje ale w piątkę jak kiedyś.
-To przez dziewczyny.-szepnąłem cicho do siebie co nie uszło uwadze Liam'a.
-Nie prawda. To my się zmieniliśmy.
Oczywiście jak zawsze nie musiałem długo czekać aby podał mi potwierdzające tą zależność argumenty.
-Harry nie dawno zrobił kolejny tatuaż a już planuje następny. Zayn z resztą też.-prychnął wściekle ja natomiast się skrzywiłem.
-Nienawidzę tatuaży powiedziałem pijąc czekoladowego shake.
Liam uśmiechnął się do mnie troszkę zawstydzony.
-Nie mów ,że ty też jakiegoś sobie zrobiłeś ?!-pisnąłem wściekły tak ,że sporo ludzi zwróciło na nas uwagę.
-Louis jestem dorosły chyba nie musimy sobie niczego tłumaczyć.
Zmierzyłem go groźnie wzrokiem.
-I kto to mówi ?-zapytałem z kpiną patrząc na przyjaciela.-No pokaż to cudo...
Uśmiechnął się do mnie pokazując swoją dłoń.
Maleńka literka "N" wyglądała bardzo ładnie.
Uśmiechnąłem się już uspokojony.
-No ,nie mów mi tylko ,że myślałeś ,że zrobię jakieś wielkie cudo.-teraz to on patrzał się na mnie z kpiną.
-Wiedziałem ,że nie będzie to coś niezwykłego ,ale muszę się przyznać ,że i tak się nie spodziewałem.
Nagle do Liam'a zadzwonił telefon więc przeprosił mnie na chwilę rozmawiając jak wywnioskowałem ze swoją rodziną.
-Tak ,mamo...Yhym...Rozumiem. Ale chyba to dobrze ,prawda ?
Uśmiechnąłem się widząc jego minę.
Ten głupek coś znów wykombinował.
-Tak.Dobrze. Porozmawiamy jak przyjadę. Pa.Też Cię Kocham.
-Uuu...-powiedziałem wesoło.-Przejaw miłosierdzia ?-zapytałem ze śmiechem.
-A żebyś wiedział.-odparł wymijając.
Spojrzałem na zegarek.
Hazzy nie było już od kwadransu.
-Mów coś przeskrobał.-powiedziałem uśmiechając się przymilnie.
-Spłaciłem kredyt rodziców.-odpowiedział Daddy upijając swojego Shake.
-Wow. Szlachetny gest.-powiedziałem troszkę zdenerwowany.
-Coś nie tak ?-zapytał mnie Liam wyraźnie zaniepokojony.
Wskazałem mu zegarek.
-Cholera.-powiedział spokojnie.
Nigdy nie słyszałem aby przeklinał. Był dla nas wzorem wszystkiego dobrego w jednej osobie.
-Mógłbyś powtórzyć ?-zapytałem oniemiały.
Posłał mi karcące spojrzenie i wstał od stolika rzucając na niego 20 funtów.
-Ja płacę.-powiedział zanim zdążyłem się temu sprzeciwić.
-Okey.-rzekłem cicho.
-Ja poszukam go w Wc a ty sprawdź zaplecze.-powiedział posyłając mi wyjaśniające spojrzenie.
-Harry ? Haaarry ?-wołałem przyjaciela kompletnie zagubiony.
-Louis ,uspokój się, gdzieś tu musi być.-próbował uspokoić mnie Daddy co dawało całkowicie przeciwny efekt.
-To nie jest przecież małe dziecko.-warknąłem wpadając na zaplecze MSC.
Ku mojemu zdziwieniu zastałem tam dobrze nam wszystkim znaną ekspedientkę Nicolle Black i Harrego przyssanych do siebie.
-Louis !-wrzasnął Liam wpadając do pomieszczenia.
Ten to ma zawsze poczucie czasu.
Poczułem się zdradzony. Skrzywdzony przez przyjaciela.
Jeszcze wczoraj siedząc obok mnie płakał za Cla ,żałował tego co zrobił i miał złamane serce a teraz pocieszał się w ramionach innej laski.
-Myślałem ,że się zmieniłeś !-warknąłem wściekle gdy stanął pod ścianą całkowicie zaskoczony.
Patrzyłem na "przyjaciela" ze łzami w oczach.
-Lou... ja...-przerwałem mu.
-Nie jesteś jej wart ! -krzyknąłem wściekle.-Zachowujesz się jak dziecko. Powiem Ci ,że gorzej. Jak męska dziwka ! Przedwczorajszy wybryk z tamtą szmatą mogę Ci jeszcze wybaczyć albo przynajmniej starać się zrozumieć bo byłeś zalany ! ale to ?!Jesteś kłamcą ! Pieprzonym kłamcą !-wywrzeszczałem wybiegając z budynku.
O ironio ! Wpadłem prosto w raniona Claudii.
-Louis co się stało ?!-krzyknęła przerażona.
-Nie mów nic. Tylko mnie przytul.-posłusznie spełniła moją prośbę i od razu poczułem się lepiej.
-Dziękuję.-powiedziałem odrywając się od niej.
-Cześć Dave.-powiedziałem podając zszokowanemu chłopakowi rękę.
-Miło Cię znów widzieć Lou.-odparł.
Uśmiechnąłem się do nich ze smutkiem szybko wskakując w Lamborghini i z niecierpliwością wciskając klakson aby pogonić Liam'a.
Wyleciał z prędkością światła i po drodze przywitał się z Cla i Dave'm.
Nie rozmawialiśmy o niczym. Jakby nigdy nic ruszyłem z piskiem opon przed siebie nie zastanawiając się nad drogą.
-Dla mnie go już nie ma. On umarł.-powiadomiłem Liam'a ,który na wieść o tym się skrzywił.
-Zawiozę Cię do domu a później jadę na cmentarz.
Przyjaciel uśmiechnął się do mnie smutno.
-Myślisz ,że ona Ci pomoże ?-zapytał mnie cicho.
Uśmiechnąłem się do niego z oczami pełnymi łez.
-Nie ma wyboru.
Tylko Liam rozumiał to ,że ona dla mnie ciągle żyje i nigdy nie przestanie.
_____________________________________________

Stanąłem nad jej grobem nie bardzo wiedząc jak się z nią przywitać i jak o tym wszystkim jej opowiedzieć.Myśli kłębiły mi się w głowie.
-Cześć El. Nie wiem co mam Ci powiedzieć...
Tzn... wiem ale nie mam pojęcia jak.
Spojrzałem na jej roześmianą twarz na zdjęciu i jak głupi zacząłem płakać.
-Nawet nie wiesz jak mi Ciebie tutaj brakuje.
To nic ,że milczała.
Kiedyś powiedziała mi bardzo mądre zdanie.
"Gdy upadniesz zawsze musisz się podnieść. Nie ważne jak będzie źle wystarczy ,że do mnie przyjdziesz a wszystko rozwiążemy wspólnie"
-Obiecałaś ,że mi pomożesz. A ty tylko milczysz...Nic nie mówisz. Dobrze Ci tam chociaż ?
Mówiłem zdania poprzerywane łkaniem.
Ciągle miętosiłem w rękach żółtą różę.
-To dla Ciebie.-powiedziałem kładąc ją na pomniku.
-Wszystko mnie przerasta. Chciałbym już do Ciebie dołączyć.-powiedziałem w 100 % pewny swojej decyzji.
-Wiem ,że nie podoba Ci się zapewne to co teraz mówię...więc chcę Cię przeprosić.
Uśmiechnąłem się widząc na zdjęciu jej roześmianą twarz.
Zawsze taka była.Wiecznie uśmiechnięta.
-Kocham Cię.-powiedziałem uśmiechając się do niej.
-Zawsze będę Cię kochać.-dodałem.
-Dziękuję ,że mnie wysłuchałaś.
Ludzie patrzyli na mnie jak na idiotę.
-Tak dziękuję.Ona zawsze mi pomaga.-powiedziałem młodemu mężczyźnie ,który zapytał czy dobrze się czuję.
Z uśmiechem na ustach przekroczyłem bramę cmentarza i uspokojony i wypłakany otworzyłem portfel wyjmując jej zdjęcie.
"Zawszę będę przy Tobie.Nie ważne co się stanie, Louis pamiętaj."
Wypowiedziała to zdanie w dniu swojej śmierci.
Śmierci ,która była tragiczna.
Spojrzałem na zdjęcie jeszcze raz i uśmiechnięty wróciłem do domu. Po raz pierwszy nie mając na liczniku setki.

______________________________________________

Heey Jak się podoba ?
Mam nadzieję ,że wątek Eleanor zbytnio was nie zasmucił ?
Jak myślicie jak zginęła ?
Co będzie dalej z Harrym i Cla ?
Co z Louisem ?

Ta osoba ,która zgadnie ma ode mnie dedykację )
A tymczasem ten rozdział Dedykuję Sam.
Mam nadzieję ,że jednak zdołasz wszystko przeczytać i Ci się spodoba xd. <3
LOVE YOU SO MUCH <3 I DZIĘKI ,ŻE JESTEŚCIE
  • awatar One Band- my story: bomba :)
  • awatar dragonfly..: Brawo,przez Ciebie się rozryczałam. Jak mogłaś akurat Elenor,ja tu dostanę depresji. Oczekuję następnego rozdziału . Ale tak na serio to świetne,widzę tu talent. Czekam na dalszy ciąg ale już w książce C:
  • awatar One Thing ♥: Super opowiadanie doddaj nowy..:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Cla xd.

Media pisały na mój temat wiele rzeczy. Trochę miłych nawet ciągnących na moją stronę a z drugiej strony też i wścibskich i doprowadzających mnie do łez. Pamiętam jak jeszcze miesiąc temu widząc jego twarz w tv albo czytając go imię w gazecie wybuchałam płaczem ,którego naprawdę trudno było mi zatamować. Smutek rozlewał się po całym ciele i pozostawał tam bardzo długo. Gdy się już pozbierałam i wydawałoby się ,że wszystko jest okey widok jego roześmianej twarzy ponownie rozdzierał moje serce.
Teraz wzmianki o mnie czytałam z szerokim uśmiechem. Stojąc na lotnisku w zachodniej części Londynu popijałam kawę z Strasburg'a czekając na moją niespodziankę.
-Spodoba Ci się zobaczysz !-zapewniała mnie Cheryl przez telefon.
-Mam taką nadzieję.-dodała po chwili.
-Przestań.-odparłam jej stanowczo.-Ufam Ci.Wiem ,że to co wymyślisz na pewno mnie ucieszy.
Niemal czułam jak się uśmiecha.
-To Do zobaczenia. Bardzo tęsknimy.
Uśmiechnęłam się rozłączając się szybko.
Teraz stojąc tu miałam pewne wątpliwości. Nie powiedziała mi kto jest tą niespodzianką. Mógł być to każdy od Harrego poczynając.
Przygryzłam wargi próbując wybić sobie to z głowy oparłam się o granatową walizkę ,którą dopiero co dostałam z odprawy.
-Claudia ,wyjaśnisz nam...-tylko tyle do mnie dotarło z pytań dziennikarzy.
Nie miałam chęci odpowiadać im na żadne żenujące pytania z mojego prywatnego życia.
Nagle podszedł do mnie jakiś mężczyzna ,który lekko mnie obejmując pociągnął za sobą z dala od fotoreporterów.
-Dziękuję.-odparłam cicho ze łzami w oczach spoglądając na mojego wybawcę.
Ciemno-niebieski płaszcz ,jeans'owe rurki ,Nike z limitowanej edycji ,szaro-czarny szal oplatający jego szyję i ta wymodelowana sylwetka.
Po dokładnym ocenianiu wyglądu spojrzałam mu prosto w twarz.
-Nie płacz ! Nie warto !-powiedział do mnie z uśmiechem ocierając spadające na podłogę łzy.
-Dave... co ty tu... ?-zapytałam zaskoczona.
Uśmiechnął się do mnie przytulając mnie do siebie.
Owionął mnie cudowny zapach jego perfum. Kilka kropel piżma i jakieś tajemnicze połączenie ,które znakomicie do niego pasowało.
Przytulał mnie chłopak ,który był inspiracją ,moim ideałem...
-No cześć ,Cla.-powiedział odgarniając ze swojej twarzy grzywkę.
Wpatrywałam się w niego jak w obrazek co chyba zauważył bo zaczął ze śmiechem machać mi ręką przed oczyma.
-Niemożliwe...-powiedziałam osuwając się lekko na podłogę.
Zobaczyłam przerażenie w jego pięknych czekoladowych oczach.
-Claudia !-krzyknął zaniepokojony.
-Nic mi nie jest.-odparłam ze śmiechem.-Po prostu ciągle nie mogę w to uwierzyć.
Zmienił wyraz już na bardziej spokojny ale dalej wyglądał jakby miał jakieś wątpliwości.
-Niespodzianka to niespodzianka.-powiedział podając mi dłoń.
-To lepsze niż niespodzianka. To spełnione marzenie.
Podniósł mnie z ziemi łapiąc za walizkę.
-Chodź idziemy do limuzyny.-powiedział ze spokojem.- Cieszę się ,że mogę być czyimś marzeniem.-odparł patrząc mi prosto w oczy.
Moje serce zaczęło bić mocniej.
Uśmiechnął się do mnie biorąc mnie pod rękę.
-A paparazzi ?-zapytałam trochę zaniepokojona.
-Masz coś do stracenia ?-zapytał retorycznie.
Mimo to pokręciłam przecząco głową szybko wsiadając do auta.
_______________________________________________

Zasnęłam na niego kolanach. On objął mnie patrząc przed siebie. Uśmiechnął się lekko widząc ,że się obudziłam.
-Gdzie jesteśmy ?-zapytałam zaspanym głosem.
-W limuzynie. Już niedługo będziemy na miejscu.
-Aham...-odparłam tylko w odpowiedzi znów odlatując w krainę snów i marzeń sennych.
Tym razem obudziłam się na wielkim łóżku. Z zaciekawieniem zaczęłam przyglądać się dookoła.
Wyglądało na to ,że jestem w hotelu. I to jakim hotelu. Jednym z najbardziej luksusowych w Londynie.
Podeszłam do wielkiego okna rozsuwając zasłony.
-Big Ben.-powiedziałam oczarowana widokiem z za okna.
-Piękny ,prawda ?- przestraszyłam się.
-Przepraszam... nie chciałem Cię wystraszyć.-powiedział Dave siadając na fotelu obok okna.
-Nic nie szkodzi.-powiedziałam z uśmiechem.
-Too... co dziś robimy ?-zapytałam naprawdę szczęśliwa co nie zdarzało mi się ostatnio zbyt często.
Jakby w odpowiedzi za oknem zaczął padać deszcz.
Dave uśmiechnął się smutno.
-Dzień zwierzeń ? -zapytał mnie z szerokim uśmiechem.
Roześmiałam się gdy zrobił głupią minę.
-Czemu ,nie ?

-Pamiętam jak pierwszy raz do Ciebie napisałam.-powiedziałam z szerokim uśmiechem.
Siedziałam z Dave'm na łóżku. Dla niewtajemniczonych mogliśmy wyglądać jak para ale tak naprawdę zaczynaliśmy się dopiero przyjaźnić.
-Też to pamiętam.-odpowiedział uśmiechając się jeszcze szerzej niż ja.
-Kłamiesz...-powiedziałam mrużąc oczy i mierząc go swoim wzrokiem.
-Niee prawda.-odpowiedział jak obrażone dziecko.-To było 21 / 08 /2012 roku na twitter'ze.
Szczerze ? To mnie momentalnie zamurowało.
-Hmmm... I co ? Dalej kłamię ?-zapytał pewny wygranej.
-Nie ,ale jak ?-zapytałam nie dowierzając.
Dave zacisnął pięści i usta jakby za chwilę z nich miało wypłynąć coś czego nigdy ale to przenigdy nie powinnam się dowiedzieć.
-Bo widzisz ja...-zaczął.
-O oł...-powiedziałam z uśmiechem.
-Nic mnie już w moim życiu nie zdziwi.-powiedziałam z uśmiechem.
On nieoczekiwanie złapał moją rękę i wplótł w nią swoje palce...
-Bo widzisz...Pamiętasz co Ci wtedy napisałem ?-zapytał patrząc mi w oczy.
-Tak.-odparłam.-Napisałeś : I love you!'
-No właśnie...I jakby Ci to powiedzieć.
Za chwilę miałam usłyszeć wiadomość ,która odegrałaby wielkie znaczenie w moim życiu a siedziałam jakby nigdy nic ,wcale nie przejęta tylko szczęśliwa ,że w końcu dzieje się coś dobrego w moim życiu.
-Claudia ,Kocham Cię.-powiedział to tak ,że motyle w moim brzuchu odżyły na nowo.
Czekał na moją reakcję...
-Dave ,to nie będzie takie proste.-odparłam smutno mimo wszystko nie puszczając jego dłoni.
Zależało mi na nim ,na jego bliskości. Od dawna byłam w nim zakochana.W osobie ,której prawdopodobnie nigdy nie było dane mi spotkać.
-Ja Ciebie Też ,David.
Uśmiechnął się do mnie przytulając mnie mocno.
-Nie chcę jednak się jeszcze angażować...Jestem jak zepsuta zabawka ,która po mimo wszystko nie będzie dostatecznie kochać.
Uśmiechnął się do mnie. Widziałam w jego oczach wesołe ogniki.
-Nie ważne... Postaram się jak najlepiej się da Cię naprawić.
Uśmiechnęłam się do niego wstając z łóżka.
-Przestało padać.-oznajmiłam wesoło.
-Milk Shake City ?-zapytaliśmy razem.
-Jasne.

*Łapajcie foto Dave.
Jak myślicie co będzie dalej ?
Spodziewaliście się ?
Dzięki ,że jesteście i przepraszam ,że długo nie pisałam ale takie tam kryzysy... wybaczcie mi, Wasza Cla *
Next jutro ?
~Jeśli chodzi o Dave Days'a to część historii jest prawdą zaczerpniętą z mojego życia...
Więc tak : Dave Days odpisał mi na Twitter'ze i rzeczywiście napisał ,że mnie kocha...
Oczywiście byłam wtedy najszczęśliwszą laską na całym świecie i dalej czuję się szczęśliwa
  • awatar Lou <3: no w końcu... nigdy więcej nie zmuszaj nas do takiego długiego oczekiwania :) Cla i Dave?? Oł noł tak być nie może, ona musi być z Harry'm rozumiesz??!!
  • awatar Gość: Rozdział fajny ... tylko tak strasznie chciałam żeby zeszli się z Hazzą ... I fajnie że już piszesz bo myślałam że zapomniałaś o blogu i opowiadaniu :D
  • awatar I want your smile♥: Lubię Deve Days ;DD Rozdział jest fajny. Czemu nie czytałam wcześniej? no nie wiem ;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
~~~Chcieliście o Hazzie i Maliku to macie ! ~~~

Mr.Malik xd.

Obudziłem się w jakimś lochu.Przynajmniej na początku tak to wyglądało. Próbowałem się podnieść ale z każdym następnym ruchem moja głowa stawała się cięższa. Nienawidziłem tego uczucia.
-Nienawidzę mieć kaca.-powiedziałem osuwając się na pobliski czarny skórzany fotel.
Zamknąłem z powrotem oczy próbując uspokoić buzującą głowę.
-Auć !-krzyknąłem gdy ktoś mnie od tyłu objął.
Wysoka plastikowa blondynka syknęła widząc me niezadowolenie.
-Wczoraj nie narzekałeś !-wrzasnęła wydymając swe wydatne usta.
Podniosłem się czując jak odzyskuję siły.
-Dokąd idziesz ?-zapytała znów wrednie.
Skojarzyła mi się z wredną zołzą i żmiją wijącą się wciąż obok Ciebie by raz za razem Cię kąsać.
-Tak gdzie Cię nie ma.-odparłem zaciskając szczękę i masując obolałą głowę.
Dziewczyna strzeliła focha i gdzieś wybiegła. Szczerze ? Miałem to gdzieś. Może i spędziliśmy razem noc czego nawet nie pamiętam ale wiadomo ,że po kilku mocnych dziewczyny stają się piękniejsze. Gdybym był trzeźwy nigdy nie mógłbym z takim plastikiem nie to co Marie...
W tym momencie moje serce przekłuł ogromny ból.
-Straciłem ją.-powiedziałem do barmana wychodząc z lokalu.
Patrzał na mnie ze smutkiem w oczach i zrozumieniem.
-A wiesz dla czego ? -zapytałem.
Przecząco pokręcił głową.
-Ja też nie. -odparłem wybuchając śmiechem i wybiegając z klubu. Jak się później okazało ze striptizem.
Chciałem złapać taxi ale zostałem okradziony ze wszystkich pieniędzy. Zmuszony więc byłem iść piechotą aż do domu Louis'a ,który był dwie aleje dalej.
Nagle podjechało czerwone Lamborghini. Wpadłem.
-Simon, co ty tu robisz ?-spuściłem wzrok na ulice.
Nagle usłyszałem śmiech Louis'a.
-Pan Malik może zamawiał Taxi ?-szczerzył się.
Mina mu zrzadła gdy zobaczył moje oczy i twarz.
-Wsiadaj !-wrzasnął
Posłusznie usadowiłem się w samochodzie zaczynając ryczeć.
-Boże , Zayn ! Co się stało ?-zapytał przejęty z paniką w głosie.
-Wiedziałem ,że się zacznie...-odburknąłem.
Lou spojrzał na mnie wkurzony.
-Obudziłem się sam nie wiem gdzie i jakaś blondi i mnie okradli.geh -jeszcze do tego dostałem czkawki -geh.
Louis uśmiechnął się smutno.
-Oboje z Hazzą jesteś cholernie nieodpowiedzialni.-niemal wykrzyczał. Za kogo on się uważa ,za Daddy Direction ? Liam stracił tą posadę czy jak ?
-Niech no się Liam dowie.
-Oj tam ,oj tam...-powiedziałem nie mogąc zrozumieć dlaczego tak długo jedziemy.
-A no tak !-wrzasnąłem przypominając sobie ,że Lou kupił sobie razem z Hazzą chatę.
Louis tylko się skrzywił jadąc w ciszy.
Wreszcie dotarliśmy. Skrzywiłem się jeszcze bardziej widząc wóz Daddy'ego.
-OMG ! Why ?
-Przestań ! -Wrzasnął Lou. -Idziemy. Obu przyda wam się odwyk. Pajace.
Nie zrozumiałem wprawdzie o co chodzi a tym bardziej o kogo więc posłusznie jak sierotka Marysia ruszyłem na skazanie.
____________________________________________

-Zayn ! Zayn ! Żyjesz ?-pytał ktoś zaniepokojonym głosem.
-Liam ,nie bądź głupi. Jasne ,że żyje. Tylko tak jakby...
W tej chwili otworzyłem oczy.
-No tak ,ale łazienkę to mam całą zarzyganą.
Wszyscy ucichli zapewne dlatego ,że zauważyli ,że się budzę.
-Co ja robię ,tuuu ?-zapytałem łapiąc się za głowę.
-Połóżcie do na kanapie.-odparła Nesta trzymając w ręku szklankę z maślanką.
Łapczywie i bez namawiania grzecznie ją łyknąłem po czym dostałem jeszcze dwie wielkie tabletki wapnia czy magnezu ,nie wiem nie ogarniam. W każdym razie nie było zbyt dobre.
Na koniec sok z limonki i cytryny po czym pomagając mi dojść przetransportowali mnie do pokoju Hazzy gdzie oczywiście go ujrzałem.
-Ty też ?-zapytałem robiąc głupkowatą minę tak ,że wszyscy oprócz dwóch męczenników się roześmialiśmy.
-Ciszej !-syknęliśmy równocześnie.
Delikatnie nas przeprosili i się wynieśli.
-To co robimy bibę jak w projekcie x ?-zapytałem z bananem na ustach.
-Nie dzięki ,ja mam już dość.-powiedział Harry zaczynając ryczeć.
Chciałem zapytać co się stało i dlaczego się smuci ale nie zdążyłem osunąłem się na łóżko zasypiając. Wapno okazało się środkiem nasennym.


Harry Edward Styles.

-Louis jestem już trzeźwy. Chcę wyjść !-wrzasnąłem pasiastemu w twarz bo zdecydowanie działał mi na nerwy.
-Żebyś znów się upił i pogrążył w smutku i rozpaczy ? Wykluczone.
Spojrzałem na niego błagalnym wzrokiem.
-Haroldzie nie patrz tak na mnie bo i tak się nie zgodzę.
Prychnąłem więc i wystawiłem do niego język idąc w stronę kuchni.
-Jeść !-wrzasnąłem na cały dom.
-Shh...-bo obudzisz Zayn'a. -skarciła mnie Nesta.
Usiadłem wygodnie na stołku barowym przyglądając się jej.
-Skoro Louis sądzi ,że jestem jeszcze dzieciakiem ,który nie potrafi o siebie zabrać to niech teraz zrobi dla mnie kolację !-wykrzyknąłem to zdanie bez łapania oddechu.
-Już idę !-wrzasną Lou z głupiutkim uśmiechem na ustach.
-Szybciej ,jestem głodny !
Louis pogłaskał mnie po czuprynie a ja uśmiechnąłem się z zadowoleniem.
-Jesteście nienormalni.-rzuciła Nesta z kpiną.
-Nie prawda !-zaprzeczył Lou w jej stronę.-Jestes zazdrosna bo my się kochamy !
-Właśnie.-powiedziałem wtórując Boo Bear'owi ,który posłał mi pewne wdzięczności spojrzenie.
-Okey ,to co jemy ?-zapytał zaczynając przygotowywać posiłek.
-Ja chcę Tacos !
______________________________________________

-Harry idziesz na miasto ?-zapytał Liam stojąc w drzwiach.
Skrzywiłem się. Nie miałem ochoty się nigdzie ruszać najchętniej wróciłbym do łóżka i uciął sobie drzemkę.
Luuknąłem na zegarek.
Za 10 9.
-Czemu nie ?
Uśmiechnął się do mnie biorąc z szafki na buty kluczyki.
-Zayn zostaję z Nestą.-powiadomił mnie.
-A Louis ?-zapytałem zmartwiony.
-Jedzie z nami. Zrobimy sobie męski wieczór.
-3/5 ?-zapytałem uśmiechając się smutno.
Skinął twierdząco głową.
Szybko ruszyliśmy na ganek i wtedy zobaczyłem nowe auto Lou.
-WOW.-Powiedziałem.
-Wcale nie.-odciął się Liam.
Posłem mu pytające spojrzenie.
-Wygląda jakby miał okres !-krzyknął urażony Liam.
-Okeey... Gdzie jedziemy ?
-Jeden kieunek : Milk Shake City !

_________________________________________________

Okey. To mój ostatni rozdział przed wyjazdem. Next ukaże się za dwa tygodnie.
Kocham Was nom i dotrzymałam słowa. Jest o Maliku i Hazzie na wasze życzenie D
To do napisania za 2 tygodnie.
Ciau.
Plaża ,wino ,cappucino
  • awatar angela.♥: Zapraszam ♥
  • awatar One Thing ♥: Powodzenia i życze nie zapomnianych wrażeń.....-Zapraszam do mnie<;-D..<33♥♥
  • awatar Gość: Świetnyy ;D udanych wakacjii ! ;D ja właśnie dzisiaj wróciłam ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

Kristen.

Obudziły mnie promyki Słońca wyglądające niewinnie przez rolety. Uśmiechnęłam się widząc jak piękny zapowiada się dzień przy tym leniwie się wyciągając i siadając z uśmiechem na brzegu łóżka.
W rękę natychmiast chwyciłam telefon ze zdziwieniem przyglądając się liczbie wiadomości tekstowych ,które znajdowały się w mojej skrzynce : *32*
-Wow...-rzekłam przeglądając kolejne z nich.
Były od Dixie ,Naomi ,Clio oraz Nicole i te najważniejsze dwie- od Niall'a.
Dziewczyny postanowiłam zignorować po kolei kasują kolejne esemesy. Ku mojemu zdziwieniu to zajęcie poprawiało mi humor. Nagle przypomniały sobie o moim istnieniu gdy poprzedniego wieczoru ujrzały mnie z jednym z przystojniaków z One Direction.
Niall w swych słodkich wiadomościach pisał o tym jak tęskni i czy już wstałam. Bądź co bądź było w pół do 12.W drugim esemesie pytał mnie czy miałabym ochotę gdzieś wyjść.
Oczywiście z bananem na twarzy zaczęłam odpisywać na jego wiadomości umawiając się na 5 p.m.
Szybko ogarnęłam się krytycznym wzrokiem i zaczęłam się ubierać.Wzięłam szynki prysznic i w biegu zarzucając torbę na ramie zbiegłam na dół jedną ręką upychając do torby potrzebne według mnie rzeczy a drugą jedząc śniadanie.
Równo za kwadrans miałam spotkać się z moją kumpelą z lat szkolnych- Jase z Little Mix. Właściwie to poznałyśmy się na urodzinach mojej kuzynki ale to już inna sprawa.
W domu na lodówce zastałam tylko kartkę od Mum z przeprosinami za to ,że jej nie zastałam i propozycją abyśmy wyszły gdy wróci na kolację. Uznałam to za dobry pomysł ponieważ w czasie ostatnich trzech miesięcy na żywo nie zamieniłyśmy ani jednego słowa.
Pędem skoczyłam do Strasburg'a po latte i wbiegłam prawie pod koła taxi. Niall byłby cholernie zły. Moje postępki kierowca skomentował jedynie grożeniem pięścią i wiązką przekleństw więc stwierdziłam ,że nie jest tak źle. Wreszcie po długiej i wyczerpującej podróży przez miasto dotarłam do Centrum Handlowego ,w którym miałyśmy się spotkać.
Szybko odgarnęłam włosy z twarzy poprawiając przy tym ubrania i jedną ręką wyrzucając opakowanie pojemnika po pustej kawie do śmieci.
Skręciłam pędem w prawo a następnie w lewo zyskując uwagę klientów.Przerażona wpadłam do McDonald'a szukając wzrokiem Jase. Nie było się w stanie jej nie zauważyć. Odróżniała się od większości ludzi tutaj przybyłych.Siedziała przy oknie uśmiechając się zniewalająco.Nie zastanawiając się długo pędem dopadłam stolika opadając z ulgą na krzesło.
-To straszne...-powiedziałam przyglądając się tłumowi gapiów stojącym pod drzwiami.
Jass się uśmiechnęła przesyłając mi buziaka w powietrzu po czym wróciła do picia swojego Shake. Uśmiechnęłam się zdejmując z siebie niebieski sweterek.
-Z czasem się przyzwyczaisz.-powiedziała uśmiechając się szeroko.
-Nie rozumiem dlaczego budzę taki zachwyt.-odparłam niemal prychając.
Przyjrzała mi się uważnie uśmiechając się z lekką kpiną.
-Jak to dlaczego ?-zapytała z wyraźną kpiną.
-Jesteś dziewczyną 1/5. 1/5 1D.-odparła podnosząc rękę w górę.
Zdziwiło mnie to bardzo.
-Przecież to McDonald's.-szepnęłam do niej cicho.
-Shh...-uciszyła mnie.
Chwile potem podbiegł do Nas przystoiny sprzedawca grzecznie pytając w czym może służyć.
-Shake na wynos ?-zapytała mnie Jase zdając się do nie zauważać.
-Yhym.-odparłam twierdząco.
-Okey...Więc poprosimy dwa Shake : truskawkowy i ...
-Czekoladowy.-rzekłyśmy razem po chwili wybuchając śmiechem. Chłopak pochłaniał ją wzrokiem.
-To wszystko ? -zapytał
Jass pokręciła przecząco głową kusicielsko szepcząc :- Podejdź bliżej.
Chłopak szczęśliwy na maxa spełnił jej prośbę. Ona lekko cmoknęła go w policzek.Otworzył oniemiały oczy i szybko pobiegł na zaplecze.
Roześmiałam się.
-No co ?-zapytała udając obrazę.-Musiałam.-rzekła ze śmiechem.
Chwilę później dostałyśmy swoje Shake ale tym razem obsłużył nas jakiś starszy zgburowaty mężczyzna.Tamte ciacho pewnie po cmoku Jass dochodziło jeszcze do siebie.
-Patrz i się ucz !-rzekła podnosząc do góry rachunek.
Patrzyłam na nią z jeszcze większym zdziwieniem chociaż i tak wątpiłam ,że coś dzisiaj i tak może mnie zdziwić.
Mrugnęła do mnie swoim kocim okiem i podniosła rękę do góry tym razem tkwił w niej rachunek.
Nim się obejrzałam kilku facetów rzuciło się ku naszemu stolikowi (prosząc) niemal błagając o możliwość zapłaty rachunku.Zaparło mi dech w piersiach.
Gdy wychodziłyśmy kilku facetów obejrzało się na nas tęsknym wzrokiem.
-Jase.Wykończysz mnie.
____________________________________________

Dla wszystkich moich wspaniałych czytelników !!!
Jutro Next * <3 Piszcie w komach co sądzicie.
Kocham Was ! Cla xX <3

I piosenka na dziś : - Nawiązanie do rozdziału :

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Liam.

Z Nestą było mi naprawdę trudno się pożegnać. Brakowało mi kogoś kto mną pokieruje, krzyknie ,że już wystarczy tych czułości. Dość.
Tak, brakowało nam Bill'a.Nie jego krzyku ale tego zrównoważenia ile powinniśmy ale ile w istocie dostajemy od świata.To piękne.
Zapewne teraz widząc mnie i Neste by na nas nawrzeszczał.Uśmiechnąłem się do wspomnień.
Były dobre i złe. Trzeba było zrozumieć ,że nie da się ciągle do nich wracać ale należy iść dalej, przed siebie nie oglądając się. Być sobą.
-Dzisiaj w Milk Shake City ?- Zapytałem Nesty uśmiechając się do niej przyjaźnie.
Odwzajemniła mój uśmiech kręcąc przecząco głową.
-Nie ma mowy.Dzisiaj tylko JA I MOJE ŁÓŻKO.-powiedziała jeszcze szerzej się uśmiechając.
-Szkoda...-powiedziałem spoglądając na nią ze smutkiem.
-Przynajmniej się wyśpię.-rzekła śmiertelnie poważnie po czym wybuchliśmy śmiechem.
Przytuliłem ją do siebie ten ostatni raz i wsiadłem z powrotem do limuzyny przyglądając się jak wita się z rodziną.
Czy mnie też tak przywitają ? A może nie będzie to aż tak radosne powitanie ?
Moje rozmyślenia przerwało przyjście nowej wiadomości.
"Jutro o 2 p.m ?"- Nesta.
Uśmiechnąłem się szczęśliwy ,że rozważyła moją propozycję.
"Czy ty mnie zapraszasz na randkę ?" -zapytałem.
Po chwili dostałem odpowiedź.
"Można tak powiedzieć. Chyba ,że masz inne plany."
Pokręciłem głową i zacząłem jak najprędzej wystukiwać kolejne słowa na telefonie. Później jeszcze kilka razy przeczytałem moją odpowiedź.
"Mam, ale tylko wobec Ciebie. Jutro jestem twój. xX "
Odkąd poznałem Neste zacząłem bardziej uważać na słowa ,na to co mówię ,piszę lub jak się zachowuje.Była bardzo delikatna. Nie chciałem jej nigdy zranić ale czasem się mi to udawało.Nienawidziłem wtedy siebie i tego ,że ją ranie. Postanowiłem być jeszcze lepszy niż jestem i być dla niej zawsze wsparciem.
"Nie mogę się doczekać. Bye xX."
Po chwili do samochodu wsiadł Tom uśmiechając się do mnie wesoło. Przytachał z sobą wielkie worki żarcia z pobliskiego McDonald's.
-To jak ,jedziemy ? -zapytał z bananem na twarzy wręczając mi jedną wielgachną torebkę.
-Jeden kierunek ---> My dom w Wolverhampton. Stęskniłem się.
-Sie robi.- powiedział z entuzjazmem i ruszyliśmy przecinając ulice i uliczki Londynu.

Gdy dotarliśmy na miejsce już trochę przysypiałem. Podróż minęła nawet szybko. Rozmowy ,śmiechy i żarty. Tom zdecydowanie był wspaniałym przyjacielem i towarzyszem.
Podziękowałem mu i rzuciłem się do drzwi tachając wielkie walizy.
Dzięki Bogu ,że nie było paparazzi i innych gnid.
Wszedłem do domu jak normalny chłopak i poczułem się naprawdę dobrze.
-Hej !-rzuciłem wesoło wpadając do naszej maleńkiej kuchni.
Tam ujrzałem Danielle pijącą herbatę z moją własną rodzicielką.Zaparło mi dech.
Bez słowa wbiegłem na poddasze mijając po kolei nasze pokoje ,Ruth i Nicole. Na końcu korytarza znajdowało się moje zacisze.
Usiadłem na łóżku przyglądając się pokojowi. Był dokładnie taki jakim go zostawiłem.
Czasem pragnąłem cofnąć czas by znaleźć się znów w mojej szkole ,przy wspólnym obiedzie wśród bliskich ale wiedziałem ,że brakowało by mi chłopaków i tego wszystkiego co się dzieje wokoło nas.
Kochałem moje życie.Te dawne i te obecne.Po mimo wszystko.
Wstałem zaczynając się rozglądać. Na korkowej tablicy wciąż wisiały moje dyplomy i cztery medale.
Po policzku spłynęła mi łza.
Nagle rozległo się pukanie.
Szybkim ruchem otarłem okaz moich tęsknot i niezapomnianych wspomnień.
-Czego ?-warknąłem.
-O tu jesteś...To ja.-powiedziała mama wyraźnie zatroskana przyglądając się moim wypiekom na twarzy z niepokojem.
Lekko uchyliła drzwi czekając na pozwolenie.
-Wejdź.-powiedziałem łagodniej usadowiając się na łóżku.
Zamknęła drzwi i usiadła na krześle. Wlepiłem wzrok w sufit.
-Danielle naprawdę jest świetną dziewczyną. Zawsze mi pomaga.-nie mogłem wytrzymać tych kłamstw ,które sączyły się z ust mojej matki. Ją też omamiła ? Dlaczego czepia się mojej rodziny ? Niech wreszcie da mi święty spokój !
-Nie znasz jej.-powiedziałem stanowczo.
-Jaka jest ? -zapytała mama.
Nie wytrzymywałem jej tego ciągłego zainteresowania osobą Dan.
-Nie chcę o niej rozmawiać ,słyszeć i nawet jej widzieć.-powiedziałem krzywiąc twarz w grymasie obrzydzenia.
-Mam teraz inną dziewczynę. Jest naprawdę cudowna, idealna i mnie rozumie.- rzekłem przyglądając się zmarszczkom wokół oczu mojej rodzicielki. Minęło tak wiele czasu odkąd ostatni raz ją widziałem. To już prawie rok...
-Tak samo mówiłeś o Danielle.
Zacisnąłem pięść starając się uspokoić.
-Nie kocham jej i nigdy jej nie wybaczę tego co zrobiła.
Mama patrzała mi prosto w oczy.
-Każdy człowiek popełnia błędy.-powiedziała siadając na łóżku obok mnie.
-Wiem... wiem ,Mamo... ale nie każdy przesypia się z Twoim Najlepszym kumplem jeszcze z czasów szkolnych.
Zabolało. Mnie i mamę. Tak, powinna znać prawdę.
Greg był dla mnie jak brat.Nie wiedziałem dlaczego mi to zrobił.
Ona nawet nie raczyła mi niczego powiedzieć.Dowiedziałem się całkiem przypadkiem przy schlaniu Greg'a a ona tłumaczyła się tym ,że była piana... Żałosne.
-Ja nie wiedziałam.-powiedziała mama mocno mnie przytulając.
-Wiem.-powiedziałem.
-Zostaniesz na kolacji ?-zapytała uśmiechając się smutno.
Pokiwałem twierdząco głową.
-Stęskniłem się za Wami. Za twoim jedzeniem też.-odpowiedziałem uśmiechając się szeroko.
-Mamuś. ?-zapytałem gdy miała już wyjść.
-Hmm ?-odparła.
-Czy mógłbym zostać tutaj dłużej ?
Uśmiechnęła się do mnie wesoło z lekkim rozbawienie,.
-Kochanie ,to jest twój dom i możesz tu wpadać kiedy tylko chcesz.Zawsze będziesz miło widzianym gościem.
Uśmiechnąłem się do niej ostatni raz po czym wygodnie ułożyłem się na łóżku.
Natychmiast zasnąłem. Obudziła mnie silna woń jedzenia dobiegająca z kuchni ,która poruszyła czułość na brak jedzenia mój brzuch.
Usłyszałem też stłumione głosy na dole.
Tak jak za dawnych lat podkradłem się cicho do schodów i zacząłem podsłuchiwać.
-Jeśli nie spłacimy długu do końca tego miesiąca możemy pożegnać się z dachem nad głową.-powiedział Ojciec.
Słyszałem płacz matki. Dlaczego nie poprosili mnie o pożyczkę ? Baa... dlaczego wog. mi o tym nie powiedzieli ?
Nie było czego więcej słuchać. Schodziłem po schodach naprawdę głośno ziewając przy tym donośnie.
-Cześć Tato !-powiedziałem wesoło podając ojcu dłoń. Mama zniknęła gdzieś w spiżarni.
-Witaj Synu !-wyściskał mnie mocno.
-Nie będziecie mieli nic przeciwko temu jak na chwilę gdzieś wyskoczę ?-zapytałem.
-Chyba przywieźli mi już moje auto ?
-Nie ,skąd. Tylko wracaj za chwilę. Tak stoi pod domem.
-Świetnie. Za chwilę wracam.
Szybko włożyłem kurtkę i dokładnie owinąłem się szalikiem wybiegając przed dom i pakując się do mojego nowiutkiego autka.
-Bank czy bankomat ?-zapytałem sam siebie.
-Bank.-odparłem po chwili odjeżdżając z piskiem opon.

__________________________________________________

Okey. Nie wiem jak odbierzecie mój powrót. Nie wiem czy mi się spodoba. Mam do was ogromną prośbę. Oceńcie mój talent pisarski w skali od 0-10. Dawno nie pisałam i boję się ,że wyszłam z wprawy.
Ten rozdział jest także pewnego rodzaju prezentem na cześć 2 rocznicy powstania ONE DIRECTION. Mam nadzieję ,że spamujecie na tt. Ja dostałam już dzisiaj 2 razy limit ;]
Piszcie czy się podoba - Waszaa Cla xX
  • awatar One Direction.: @Największa Fanka : czytając Twoją wypowiedź mam łzy w oczach... Cieszę się ,że to co sprawia mi radość także daję ją i wam. Dobra... Koniec tego mazania. Biore się za nowy rozdział ! <3
  • awatar Gość: Wiesz nie zdajesz sobie sprawy jak twój blog działa na mnie.Nie umiem tego wytłumaczyć.Gdy napisałaś że dopiero na początku wakacji zaczniesz znowu pisać, można powiedzieć ze się załamałam ale na taki swój sposób.Czyli tak: gdy czytam twój blog słucham piosenki One Direction - Should Have Kissed You, i przez resztę roku szkolnego słuchałam ją codziennie bo przypominała mi o twoim blogu. Wiesz chyba mam obsesje xd.Masz cholerny talent i wiem ze myślisz oni kłamią albo coś w tym stylu, ale to jest szczera prawda.Oczywiście 10/10.Kocham cie. Twoja Fanka !
  • awatar Gość: Nawet nie wiesz jak się cieszę że wróciłaś na pingera ;) Jasne że 10/10 ;D Kiedy następny ? :D Nie mogę się doczekać ..:D Brakowało mi twojego opowiadania ;))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
"Tylko znając odpowiedź na pytanie ,możemy jej dobrze udzielić "


Harry x


Jestem w domu. Chyba mogę nazwać tak to miejsce. Londyn powitał mnie cudownym deszczem ,który sprawiał ,że nie musiałem się wstydzić moich łez. Tak, płakałem. Tylko moje załzawione oczy zdradzały me nędzne położenie. Czułem się jak śmieć. Nikomu nie potrzebny. Chłopaki z widocznym zwątpieniem puścili mnie do domu. Obiecałem ,że odwiedzę mamę. Chciałem się do niej przytulić i wszystko opowiedzieć, tak jak robiłem to kiedyś ale teraz wolałem cierpieć w samotności. To nie moja wina... Przemknęło mi przez myśl. Uśmiechnąłem się lekceważąco idąc przez strugi deszczu. Nie miałem na nic ochoty ,przemierzałem ulicę po ulicy ,aleję po alei. Chciałem odpocząć ,oderwać się od zła tego świata. Być sam... Nie , tylko z nią, obok niej. To koniec.

-Harry Styles.- Powiedziałem stojąc cały przemoczony w recepcji Diad'a -londyńskiego hotelu.
Recepcjonistka - Anne -tak miała napisana na plakietce ,spojrzała na mnie ze współczuciem. Nienawidziłem litości. No bo co ona nam dawała ? To nawet nie było wsparcie ,które i tak bym odrzucił. Nienawidziłem jej i nie potrzebowałem. Wolałem cierpieć. Zresztą co komu do tego ?
Jesteś osobą publiczną Harry. -zadźwięczało mi w głowie.
Zamknij się. -warknąłem na swe myśli ,darując Anne wymuszony uśmiech.
Spojrzała na mnie podejrzliwie lekko się rumieniąc. Była nawet ładna. W każdym razie nie tak jak Cla...
Ukłucie w sercu.
Szału nie ma ,staniki nie latają.
- Pragnie Pan apartamentu ?-zapytała miło.
-Nie ,dziękuję, wystarczy zwykły pokój.
Z uśmiechem jakby na złość mi i pogodzie podała mi klucz z numerem "77". Prychnąłem.
-Drugie piętro, korytarzem w lewo ,po prawej.- rzuciła mi na wychodne.
-Dziękuję.-powiedziałem tachając ze sobą walizkę i wchodząc z nią do windy.

Nawet nie ogarnąłem wzrokiem pokoju. Było mi to całkowicie obojętne. Ważne ,że wreszcie mogłem odpocząć ,zaszyć się w swojej norze. Sam. Nikt więcej.
Natychmiast zakluczyłem drzwi i rzuciłem się na łóżko zaczynając ponownie płakać. Pierwszy raz płakałem przez dziewczynę. Było warto ? Tak , jest wyjątkowa. Ciągle miałem cichą nadzieję ,że jednak ją spotkam ,po mimo wszystko. Wsłuchiwałem się w bicie deszczu o parapety. Było tak ciche i spokojne. Dawało ukojenie ,którego potrzebowałem. Uspokoiło mi oddech.
Odleciałem, sam nie wiem jak i kiedy.

Obudził mnie głos sprzątaczki. Tak właściwie to jej ciche nucenie.
-O przepraszam ! -krzyknęła gdy zacząłem się rozbudzać.
-Nie ma za co...-powiedziałem jeszcze zaspany.
-Obudziłam Pana.-rzekła cicho dalej ścierając kurze.
Usiadłem na brzegu łóżka spoglądając na swoje ubranie. Nie byłem w stanie nawet jego zdjąć ? W głębi serca dziękowałem Bogu ,że jednak jego nie zdjąłem. Bo jak to miałem w zwyczaju -do końca.
-Nic się nie stało...-powiedziałem odgarniając z czoła moje niesforne loki.
Siedziałem chwilę wpatrując się w okno. Za nim dalej padał deszcz.
-Musisz ją bardzo kochać.-powiedziała wskazując łzę spływającą mi po policzku.
Uśmiechnąłem się.
-Albo jest zwykłą suką jeśli doprowadza tak wspaniałego mężczyznę do łez.
W tej chwili nie wytrzymałem.
-Nie jest taka jak Pani myśli.-powiedziałem dość ostro. Zauważyłem ,że zaczęła się wycofywać.- To ja byłem zły.
Zapadła cisza.
-Czyli ona Pana nie kocha ?-zapytała.
Spojrzałem na nią lekceważąco.
-To nie tak...
-A jak ?-zapytała z zaciekawieniem mi się przyglądając.
Przełknąłem gulę ,która od dawna siedziała w moim gardle. Wiedziałem ,że kiedyś przyjdzie czas by wszystko wytłumaczyć ,zwierzyć się komuś. Nie wiedziałem jednak ,że nastąpi to tak niespodziewanie i szybko.
-Ona też mnie kocha ale nie może ze mną być...-powiedziałem uśmiechając się smutno. Była to prawda. Szkoda ,że tylko nie wiedziałem dlaczego nie może... Harry ,tak będzie lepiej. -rzekła łamiącym się głosem. Ty zawsze będziesz o tym pamiętać a ja nie będę mogła żyć z tą świadomością ,że Cię zraniłam.
-Jestem pewna ,że będziecie jeszcze razem.- powiedziała tchnąc we mnie nadzieję. -Wy się kochacie. Po mimo tych ucieczek i ciągłych kłamstw mediów będziecie razem.
Miałem już ją zapytać dlaczego tak sądzi ale wyprzedziła me pytanie.
-O taką miłość warto nie tylko i walczyć ,ale dla takiej miłości warto i umierać.

Umierać. W głowie pojawiło się dobrze znane mi wspomnienie. Znienawidzone przeze mnie do reszty miejsce -Szpital. Tamte dni gdy mogłem ją już na zawsze stracić. Bez wahania oddałbym za nią życie.

Wyjrzałem przez okno.
-Słońce... -powiedziałem uśmiechając się szczerze.- Jest może jeszcze jakaś nadzieja...


Iss <3


Rodzice bardzo ucieszyli się z mojego powrotu do domu. Gorące słońce Hiszpanii także się chyba stęskniło bo grzało niemiłosiernie mocno otulając mnie swym blaskiem.
Wpadłam do domu udając niemiłosierne zmęczenie po dłuuugiej podróży. Tak naprawdę chciałam pobyć sama ze sobą ,bo już dawno ze sobą nie obcowałam. Musiałam wszystko przemyśleć i po rozpływać się w wspomnieniach minionych tygodni.
Mój niebiesko - pomarańczowy pokój wydał mi się taaki cichy i przytulny/ Rzuciłam się na łóżko ,które po mimo ,że nie było takie wielkie i miękkie jak w L.A wzywało mnie do siebie. Od razu owiał mnie zapach orientu. Zasnęłam... Śniły mi się wielkie dzikie ptaki ,kolorowe papugi i maleńkie kolibry. Chodziłam po egzotycznym lesie zachwycając się zwierzętami i roślinami całkowicie zapominając o obietnicy złożonej Lou.
Obudził mnie śmiech mojej siostry -Litty.
-Przystojny... -rzuciła wlepiając swe gały w ekran mojego telefonu.
-Oddawaj to mała żmijo ! -jęknęłam zrywając się z łóżka i wyrywając telefon.
Spojrzała na mnie zdumiona i lekko zaszokowana. Uwierzcie nie ma nic gorszego niż młodsza siostra... I to w wieku 11 lat -tzw. najgłupszym.
-I po co te nerwy ? -zapytała lekceważącym tonem wdrapując się na mój neonowy fotel. Tzw. oczojebkę koloru pomarańczowego.
Westchnęłam ciężko spoglądając na liczbę nie odebranych połączeń.
-26.-powiedziałam po angielsku. Zauważyłam ,że w tym języku zaczyna mi się coraz to lepiej mówić a co za tym idzie i wygodniej. Z przerażeniem zauważyłam ,że prawie straciłam akcent z moich stron wymawiając wyrazy po hiszpańsku z nutką brytyjskiego akcentu.
Litta skrzywiła twarz.
-To chłopak już trochę czeka...
Puściłam jej uwagę mimo uszu. Mimo tego byłam na siebie zła ,że zasnęłam.
Postanowiłam oddzwonić. Odebrał po trzech sygnałach.
-Iss ?! Boże ! Co się stało ?- wykrzyknął przerażony/
Uśmiechnęłam się.
Litta na paluszkach wybiegła z mojego pokoju. Słyszałam odgłos jej kroków na schodach.
-Przepraszam Louis.Zasnęłam. Byłam zmęczona.-powiedziałam ze smutkiem.
Zapadła cisza.
-W porządku. Martwiłem się o Ciebie.-powiedział weselej.
-Tęsknie za Tobą.-usłyszałam.
Moje usta ogarnął jeszcze szerszy uśmiech.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-odpowiedziałam niemal tuląc telefon.
-Mamo ! Tato ! -wydarła się Lii.- Iss ma chłopaka !
Miałam ochotę ją zadusić. Niech ta mała menda się tylko pojawi.
-Weź na głośno mówiący.-powiedział Louis wyraźnie rozbawiony.
Bez słowa włączyłam głośnik.
-Jest sexy... i do tego chyba z samej Anglii ! -darła się dalej.
Poczułam jak paznokcie wbijają mi się w dłoń. Powstrzymywałam się od eksplozji.
-Louis...
-Shh... Iss.-uciszył mnie dalej słuchając wywodów mojej siostry.
-Chyba jest fajny. Noo ,bo Izabell z nim chodzi. W każdym razie jak się dowiem kto to ,to wam powiem.-krzyknęła i zaczęła wbiegać na górę.

-Chodź ,chodź...-mruczałam w głowie. -Już ja się z Tobą kochana rozprawie !
Louis się śmiał. Tak po prostu podczas gdy ja umierałam ze wstydu przez moją rodzinę... Moją siostrę.
-Zrozumiałeś ?-zapytałam zdziwiona.
-No jasne.
-Miło mi ,że tak sądzisz Litta.-powiedział po hiszpańsku.
Uśmiechnęłam się lekceważąco jednocześnie posyłając jej spojrzenie : He is mine !
Młoda zalała się ognistym rumieńcem.
Dobrze jej tak.
-Wowowow. Skąd znasz hiszpański ?-rzuciłam po angielsku.
Byłam naprawdę miło zaskoczona.
-Aż wstyd się przyznać...-wyszeptał. -Hazza mnie nauczył ; x -powiedział ze śmiechem.
Uśmiechnęłam się.
-No ,no... Jednak wolę gdy rozmawiamy po angielsku. Przynajmniej nikt w tym domu w większym stopniu go nie rozumie.-zaakcentowałam spoglądając na wredną kanalie.
Lou się roześmiał.
-Of course Bella...- Roześmiałam się.
-Paa Litta , Bye Iss. Dzisiaj na Skype o 6 ?-zapytał.
Spojrzałam na zegarek.
4.28 p.m. Spryciarz miałam czas aby się jeszcze ogarnąć i jako tako wyglądać przed kamerą.
-Czyli moja 7 ?-powiedziałam
-Nie ,nie ,nie ! -zajęczał.
Roześmiałam się.
-Twoja 6.-odparł z udawanym zirytowaniem.
-Okey.-powiedziałam udając przerażenie.
-Kocham Cię.-powiedział.
-Ja Ciebie Też.-odparłam wduszając czerwoną słuchawkę.
_________________________________________________________________________________

Jest number one. Myślę ,że wyszedł nawet Okey, ale to wy już ocenicie.


Kocham Was : ) I Muszę się przyznać ,że tęskniłam ! <3
  • awatar Gość: HYh..powrót na ,,stare śmiecie,, w wielkim stylu,,! :) rozdział wspaniały! Kocham Cię.xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
#Niall Horan opowiada xd.

Nie ma to jak dzień powrotu do domu. Tak jak zaczyna się w większości przypadków tak się i kończy.Zostaje tylko złudna nadzieja, która pogrywa bezwzględnie na naszych uczuciach.
Powroty, spotkania, smutek i łzy ale także i radość szczęście i ulga ,że jednak się jeszcze zobaczymy.
Ktoś może spytać czy czegoś żałuję. Gdy to zrobi z czystym sumieniem będę mógł odpowiedzieć mu ,że nie i nigdy nie będę. To jest podsumowanie tego wszystkiego co razem przeżyliśmy. RAZEM-jako dziesiątka najlepszych przyjaciół. Przyjaźń- najbardziej ceniona wartość we współczesnym świecie ,której nam wciąż brakuje.Możemy być z siebie naprawdę dumni ponieważ ją odnaleźliśmy i umieliśmy ją odróżnić od fałszu. Miłość- która nas połączyła. Ja i Kristen ,Louis i Izabelle ,Liam i Nesta ,Zayn i Marie oraz Harry i Claudia.- Odeszła. Mimo to wiem ,że wróci. Każdy teraz zastanawia się dlaczego ? Ja to wiem. Mam nadzieję ,że reszta niedługo także to zrozumie. Nie wybiegajmy w przyszłość jest tu i teraz.
Usłyszałem głos Liam'a : -Niall ! Jedziemy.
Poderwałem się z łóżka i ogarnąłem wzrokiem po raz ostatni pokój wychodząc z niego. Miałem nadzieję ,że kiedyś jeszcze tu wrócimy w takim samym składzie cudowna dziesiątka. Jeśli nie w tym to w przyszłym życiu.
Minęła chwila a dojechaliśmy.Byliśmy na ognisku.
Harry nie odzywał się do nikogo ale miał ciągle jakieś wąty do Tom'a. To on zawiózł Cla na lotnisko tamtej nocy.
Tom próbował rozładować atmosferę opowiadając nam kawały, ale te już nas nie śmieszyły.'Za chwilę mieliśmy się rozstać. Na moment ,chwile czy już na zawsze ? Byłem pewny ,że One Direction nadal będzie ale zostaje zmienione przez cudowne dziewczyny. Na ręku Hazzy widniała obrączka stał na uboczu wpatrzony w niebo jakby szukał jej wśród chmur. Zayn chodził nieźle nabuzowany i na wszystkich warczał. Ostatnie jego zachowania mnie dziwiły, bardzo... To Tomlinson'owa zwykle miała do każdego jakieś wąty.
Kristen objęta przeze mnie była zmęczona a państwo Payne zajęci sobą i pochłonięci do reszty jakąś dyskusją.
Marie siedząc na walizce była smutna ale ukrywała to wymuszając uśmiech.
Wszystko stało się inne. Świat się zmienił albo to my się zmieniliśmy...
Dorośliśmy przez te trzy miesiące. Nie dzieciaki z UK ale dojrzalsi i mądrzejsi.
Kończąc te wakacje zaczynamy nową trasę koncertową ,która ma obejmować Europe. Każda przygoda dobiega kiedyś końca ta dobra i ta zła.
Poznałem siódmy kolor tęczy i myślę ,że już go nie stracę. W głębi serca mam ciągle nadzieję i wiarę ,która mówi mi jak żyć i co od życia brać.
Przytuliliśmy się wszyscy do siebie.Pamiętam ,że miałem łzy w oczach. Poczułem ,że wszystkich będzie mi ogromnie brakować.
Pocieszające było to dodatkowe dziesięć godzin ,które spędzę z częścią nich.
-Forever together.-zdanie, które zagięło w bólu serce każdego z Nas, ono było jak obietnica ,która przed chwilą została złamana ,jak słowo kłamcy rzucone na wiatr.
Najpierw Iss mająca nadzieję w oczach i krzycząca wesoło -Hejaa !
Następnie Marie :-Cześć wszystkim !
A później my wsiadający do samolotu UK.
Weszliśmy do klasy ViP usadawiając się wygodnie.
-Witamy na pokładzie samolotu.Zapowiadamy miłą podróż.
-Oby,oby.-rzuciłem w myśli przytulając Kristen.
-Myślicie ,że wróci ?-zapytał Hazza siedzący z tyłu. Lou siedzący obok niego szturchnął go w bok.
-Harry ona Cię kocha.-powiedział.-Naprawdę kocha.
Loczkowi stały w oczach łzy.
-No nie mówcie ,że będziecie teraz płakać ?-Krzyknął Liam.
Pokręciliśmy przecząco głowami po czym zaczeliśmy płakać.

Nastał dzień pożegnania ,który odnowi nadzieję na lepsze jutro.
Xx
Cla.

___________________________________________

Nie wiem jaką długość ma ten rozdział i ten fakt chyba wolę pominąć.
Chcę wam podziękować za 168 DNI RAZEM. Za te 16 646 WEJŚĆ i za to ,że BYLIŚCIE i JESTEŚCIE. JESZCZE RAZ POWTÓRZE JAK BAARDZO WAS WSZYSTKICH KOCHAM.
To opowiadanie dobiegło końca, ale już niedługo = po końcu roku sql zaczynam pisać nowe.
Będzie to druga część (jeśli nie znudziła was pierwsza). Mogę wam obiecać ,że będzie bardzo ciekawie : ) Planuję znów rzez niewiniątek ; D A co mi tam xD
TUTAJ MACIE LINK DO DRUGIEJ CZĘŚCI :http://welcometoworld1d.blogspot.com/
MAM NADZIEJĘ ,ŻE DALEJ BĘDZIECIE ZE MNĄ DLATEGO MAM DLA WAS JESZCZE JEDNĄ PROPOZYCJĘ : http://believe-in-a-lie.blogspot.com/ -Moje opowiadanie z efektami specjalnymi : D Mam nadzieję ,że wam się spodoba.
Piszę to i płaczę... Będę tęsknić.
OBIECUJĘ.
KOCHAM WAS WSZYSTKICH.

*Blogger'ka , Polish Directioner, Kochająca Football ,Klaudia. xX*

Tu macie cover : ) :
+ Moja brzydka morda (Miałam się nie ujawniać ale zaspokoję waszą ciekawość ) :
  • awatar Samanta67: śliczna jesteś! :) świetny rozdział i czekam na twoje następne wpisy +wpadajcie do mnie :)
  • awatar Drybcia <33: super zapraszam do mnie :)
  • awatar One Direction Fakty: Hej jestem tu nowa, bede pisała fakty i ciekawostki o 1D , mam nadzieje ze wpadniesz ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 


Izabell.

Jak się czuję ? Phi… Nie polecam tego cudownego uczucia jakim jest złamane serce. Nie byłam na nią zła. Wiedziałam ,że to jego wina i tylko jego. To on ciągle za nią chodził prosił o uwagę aż wreszcie osiągnął to czego chciał. Chciałam wiedzieć czy dało mu to satysfakcję ,czy poczuł się dobrze ? I jedno ,to najważniejsze : Dlaczego ?
Nawet wieczorem nie mogłam przestać o nim myśleć. Nie byłam już zła…Potrzebowałam Go ,tak jak on potrzebował mnie. Snułam się smutna po naszym domu kątem oka widząc tylko jakieś postacie. Nie płakałam zbyt wiele. Jestem silna…zawsze będę.
Chciałam z nim porozmawiać. Jak najszybciej, wszystko sobie wyjaśnić….poukładać ten cały burdel uczuć. I co dalej ? Przecież z nim nie zerwałam i on nie zerwał ze mną.
Nie pozwoliłabym mu odejść. Nigdy. Po mimo wszystko.
Claudia zostawiła dla mnie mały liścik. Czytając go zaczęłam płakać.
Spojrzałam na Harrego ,którego rozdzielał ból. Podeszłam do niego zapewniając ,że wróci.
Spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem zapewne widząc ją w swoich myślach i kilka razy potrząsnął głową jakby nie mógł zrozumieć ,że to wszystko dzieję się naprawdę.
-Mówiła mi ,że mnie kocha. Zapewniała mnie….
Wyszedł z salonu trzaskając drzwiami.
-Jest jeszcze jeden list.-Powiedział Liam też wpół zgięty od bólu.
Zapewniała Nas ,że tak będzie lepiej. Oszukiwała sama siebie i doskonale o tym wiedziała.
Najłatwiej było jej odejść. Uciec od tego…Po tym co wszyscy przeszliśmy.
Wróciłam do pokoju jeszcze bardziej przygaszona niż wcześniej trzymając niemiłosiernie wygnieciony w palcach papier.
Usiadłam na sofie przyglądając się na widoki za oknem. Znów wróciły myśli o Lou.
Chciałam Go z powrotem. Nie widziałam sensu swojego istnienia bez Niego. Był dla mnie wszystkim.
-Iss…Ja przepraszam…-usłyszałam głos Tomlinson’a ,który stał oparty o futrynę.
Wybaczyłam mu w chwili gdy zobaczyłam smutek w jego pięknych oczach.
-Siadaj.- powiedziałam kamiennym tonem wskazując fotel.
Usiadł lekko przestraszony zwieszając wzrok na podłogę. Oczywiście była najciekawszym obiektem w pokoju.
-Chce wiedzieć tylko jedno…-powiedziałam patrząc przeszywającym wzrokiem na Louis’a.
Skinął głową podnosząc ją do góry i patrząc w moje oczy.
-Dlaczego ?
Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć po czym jeszcze szybciej je zamknął.
-Nie wiem…-odparł zrezygnowanym tonem.
Zrobiło mi się jego szkoda ,chociaż wiedziałam ,że pod żadnym pozorem nie powinno. Chciałam się dowiedzieć co jest prawdziwym powodem jego skoku w bok.
-Uroda, charakter ?-zapytałam z przesadnie sztuczną kpiną
Zapadła cisza. Chwilami miałam ochotę go pobić. Dlaczego ? Tak po prostu. Siedział cicho i marszczył czoło. Zapewne w głowie układał sobie swoją wypowiedź. W końcu się odezwał nadal przygnębiony.
-Ma…Ona ma w sobie coś innego ,niezwykłego…-przerwał na chwilę patrząc mi w oczy.-Coś co przyciąga ludzi.-dodał ostatnie zdanie pewniej sprawdzając moją reakcję.
Jeśli chodzi o mnie to ze wszystkim się zgadzałam. Była to nieprzeciętnej urody dziewczyna o anielskim charakterze i czymś naprawdę magicznym.
-Szczerość.-powiedziałam patrząc mu w oczy.
Skinął twierdząco głową.
-Tak, to prawda.-powiedziałam ponownie pogrążając się w myślach.
-Przepraszam…-powiedział Louis wstając z fotela i idąc ku wyjściu.
Chciałam go zatrzymać. Nie chciałam pozwolić mu odejść bo mogłam stracić go bezpowrotnie.
-Dokąd ?-zapytałam gdy był już przy drzwiach.
Spojrzał na mnie zaskoczony. Uśmiechnęłam się do niego słodko.
-Kochanie ,dzisiaj świętujemy trzy miesiące razem.-powiedziałam podchodząc do niego i łapiąc go za ciepłą dłoń.
Przytulił mnie do siebie tak ,że czułam jego nierówne bicie serca. Lekko pogładził mnie dłonią po głowie.
-Nawet nie wiesz jak się bałem…-rzekł pomału wychodząc ze strachu.-Nie chce Cię stracić.-powiedział tuląc mnie mocno do siebie.
Uśmiechnęłam się do niego wesoło także przytulając.
-Nie stracisz.-powiedziałam uwalniając się ostatkiem sił z niedźwiedziego uścisku.
-Kocham Cię.
-Wiem.-odpowiedziałam patrząc mu w oczy i zaczynając pocałunek.
-No to co oglądamy ?-zapytałam odrywając się od jego słodkich ust i wskazując plazmę.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Cały czas trzymał mnie za rękę napinając mięśnie. Wiedziałam ,że cierpi. Zżerało go cholerne poczucie winny ,które przeszkadzało nam obojgu. Czułam jak bardzo trudno jest mu przebywać ze mną w jednym pomieszczeniu a co dopiero siedzieć na jednej kanapie. Złapałam go za drugą rękę ,która była niemiłosiernie mokra od potu. Lou się wstrząsnął. Uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie przejeżdżając palcami po jego skroni. Przełknął ślinę dalej siedząc prosto.
-Spójrz na mnie.-powiedziałam melodyjnie. Tommo odwrócił wzrok od ekranu i spojrzał mi prosto w oczy.
-Pocałuj mnie.
Spojrzał na mnie niepewnie ze strachem w oczach i jakby prosił o przyzwolenie delikatnie mnie pocałował. Wyczułam strach, smutek i gorycz towarzyszących mu ostatnich dni.
-Louis…-jęknęłam.
Jego oczy okryły się jeszcze większym smutkiem.
-Przepraszam…-powiedział prawie płacząc.
-Nic nie szkodzi. Spróbuj jeszcze raz.
Delikatnie ujął moją głowę w swoje ciepłe dłonie i złożył pocałunek na moich ustach.
Chwilę bawiliśmy się naszymi odczuciami ,czułam jego smutek i pożądanie , miłość i skruchę.
-Kochasz mnie ?-zapytałam szeptem wpatrując się zachłannie w jego nieziemskie oczęta.
-Tak.-padła odpowiedź.
Przyciągnęłam go do siebie i zaczęłam dziki pocałunek.
-Teraz ty.- powiedziałam widząc iskry w jego oczach.
Szybko włożył mi język bo ust i zaczął ognisty pocałunek i zaczęliśmy zdobywać siebie na nowo.
-Kocham Cię.-powiedział przytulając mnie do siebie.
-Ja Ciebie Też, pamiętaj.-odpowiedziałam kładąc głowę na jego ramieniu u wdychając słodki zapach jego skóry.

„Louis jesteś mój ,tylko mój. Na zawsze ”
#Zayn
Ciągle byłem zły. Nosiło mnie cały czas. Już nie mogłem wytrzymać. Byłem wkurzony ,cholernie wkurzony. Kto by pomyślał ,że posunę się do takich kroków ? Uzależniłem się od narkotyków. Kiedyś też byłem taki jak oni. Niszczyłem słabszych. Deptałem ludzi jak mrówki ,a teraz sam byłem niszczony. Sam przez samego siebie.
Zawitałem na ubocze L.A do obskurnego magazynu dilerów. Usiadłem na jakiejś skrzynce rozglądając się wokoło. Mój dostawca się spóźniał.
-Kogóż tu ja widzę…-rzucił z kpiną Brian siadając obok mnie na drugiej skrzyni.
-Mi także miło Cię widzieć.-odpowiedziałem podobnym tonem.
-Taa…-rzucił zdejmując ciemne okulary. Ja postanowiłem się nie ujawniać. Być neutralnym.
-Przejdźmy od razu do rzeczy.-powiedziałem uśmiechając się z lekką kpiną. Nie ukrywałem ,że zależy mi na czasie.
Spojrzał na mnie rozbawiony.
-Po co takiemu chłopakowi jak ty dragi ?-zapytał wyraźnie ciekawy odpowiedzi.
Uśmiechnąłem się.
-Nie powiedziałem ,że są dla mnie.-odrzekłem mojemu rozmówcy.
-Nie wierzę… Możesz mieć wszystko : fajne wozy –zahaczył wzrok o lamborghini Liam’a , laski , wille i co tylko ci się marzy.-zatrzymał się na chwilę.-Ale ty znów schodzisz na złą drogę.-pochylił się w moją stronę ściszając głos.-To zaczyna być naprawdę interesujące i tak samo śmieszne.-wyszeptał akcentując każde słowo.
Uśmiechnąłem się rozbawiony aby ukryć lekkie przerażenie.
-Gdzie się podział ten słodki i niewinny chłopczyk ze sceny ?-zapytał ponownie.
-Przyszedłem robić interesy a nie ucinać pogawędki.-rzuciłem oschle.
-No ,noo… Kto by pomyślał. Zayn nie oszukujmy się ,nigdy nie bawiłeś się w dilerkę…
-Czasy się zmieniają.
Spojrzał na mnie spod okularów.
-Mam 5 kg czystej.-powiedział.
-Koka ?
Roześmiał się.
-Nie , marihuana. Nie dam Ci tak szybko się zaćpać.
Posłałem mu lekceważący uśmiech.
-Ile ?-zapytałem.
-300 $ -roześmiałem się.
-Czysta ,zgadłem ?-rozbawiony zapytałem z kpiną
-Rozkosz.-rzucił Brian z uśmiechem.
-Okey.-powiedziałem wręczając mu pieniądze.
-Greg !-krzyknął. Spasiony i potężny mężczyzna przyniósł mu paczkę.
-Chcesz sprawdzić ?-zapytał wkładając narkotyki w moją walizkę.
Pokręciłem przecząco głową.
-A ty przeliczyć ?-zapytałem.
-Nie Zayn ,ufam Ci.-powiedział ze śmiechem.
-No to cześć.
Wyszedłem z tej obskurnej budy z szerokim uśmiechem jednocześnie walcząc z wyrzutami sumienia.
-Czystej rozkoszy ,Zayn !-usłyszałem za sobą.
-Dzięki.-rzuciłem prawie warcząc.
-Po co ja to robię ?-zapytałem sam siebie rzucając walizkę do nowego cacka Liam’a.
W drogę.

Wiem ,że długo nie dodawałam ale mam nawał obowiązków :
Sql ,sql muzyczna , obowiązki domowe… nom i jeszcze bierzmowanie ,które mam we wtorek i na którym mam śpiewać psalm ; x
Do tego jeszcze zachorowałam i słabo się czuję.
Staram się przeciągnąć koniec opowiadania bo będę tęsknić…
Cieszę się ,że jest was tak dużo i mnie wspieracie.
60 follow my story <3 Thanks Masive ! 
Kocham Was Wszystkich !
Wiem ,że się powtarzam ale zawsze tak będzie.
Do następnego xX
  • awatar Marley ♥: :O świetne wbij do mnie ;* zapraszaam <3
  • awatar dominika5600: Mam pytanie czy jak skończysz opowiadanie na tym blogu to będziesz pisała na tym http://welcometoworld1d.blogspot.com/ I prosze przedłużaj opowiadanie jak najdłuzej!!! :) <33
  • awatar One Direction.: http://believe-in-a-lie.blogspot.com/ Hej założyłam niedawno bloga z nowym opowiadaniem. Jeśli wejdziecie ( a o to bardzo proszę) to napiszcie w komentarzu co o tym sądzicie. Pierwszy rozdział jest więc może wam się spodoba :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
#Claudia

Los Angeles- jedno z najlepszych miejsc na ziemi. 24/7 h słońca, plaże ,sławy ,wielkie wakacyjne miłości i to co w moim przypadku najgorsze -złamane serce.
Przeżyłam coś niesamowitego. Poznałam smak prawdziwej miłości. Coś czego nigdy nie zapomnę, ale wolałabym aby było tylko marzeniem lub pięknym snem.
___________________________________________________

Od dawna nie wychodzę na dwór .Całymi godzinami przesiaduję w moim pokoju pośród czterech ścian. Czasami wpadnie Nesta a czasem Liam. Ostatnio wcale mnie nie odwiedzają z pewnością z powodu braku czasu albo nie jestem im potrzebna. Mój widok zapewne ich dołuje. Muszę przyznać, że nie wyglądam najlepiej. Od dawna przestałam przyglądać się w lustrze. Może sama siebie oszukuję ale tak jest lepiej...Przynajmniej może będzie.

-Co się stało ?-Cher próbowała ze mnie coś wydusić ja jednak uporczywie milczałam. Zdziwił mnie fakt ,że jeszcze jej o niczym nie powiedzieli.
-Wszystko w porządku, naprawdę.-dodałam bez przekonania spoglądając jej w oczy. Pokiwała bezradnie głową i zaczęła szukać dla nas sukienek na pogrzeb. Żałowałam ,że żyję...Mimo wszystko to było zbyt piękne by mogło ciągle trwać.
-Przecież widzę.-powiedziała czekając na moje wyjaśnienia.
-Cher jest wszystko w najlepsiejszym porządku...A tak naprawdę nie mam nic...Harry mnie kocha a ja kocham jego ale sama się oszukuję kłamiąc przeciwko sobie ,że tak będzie lepiej. To chciałaś usłyszeć ?-wymówiłam sobie w głowie i spostrzegłam ,że przyniosło mi lekką ulgę.
-Claudia...-pomachała mi ręką przed oczami.
Ocknęłam się z rozmyśleń.-Hmm ?-zapytałam wymuszając uśmiech.
Westchnęła siadając na łóżku i bacznie mi się przyglądając. Jak zawsze udawałam ,że wszystko jest w porządku. Najbardziej jednak bałam się ,że się złamie, znów pociekną łzy...
-Wyglądasz jakbyś coś straciła...albo kogoś.-dodała ze współczuciem. Wtedy coś we mnie pękło. Po raz kolejny dałam upust moim łzom. To moja wina i teraz muszę zapłacić za to cenę choćby miała kosztować mnie nawet życie.
Cher zrobiła się smutna razem ze mną. Natychmiast mnie przytuliła szepcząc cicho ,że wszystko się ułoży.
-Nie Cher, nic nie będzie jak dawniej.
Opowiedziałam jej wszystko. Pierwszy raz opowiedziałam komuś co dzieje się w środku co tak naprawdę czuję.
-Kochanie...Tak mi przykro.-powiedziała dalej mnie tuląc gdy ryczałam jak wariatka.
-A wiesz co jest najgorsze ?-zapytałam wybuchając płaczem i automatycznie wyjmując już którąś z kolei chusteczkę higieniczną.
Przecząco pokręciła głową.
-Ja Go ciągle kocham i wiem ,że nigdy nie przestane.
Uśmiechnęła się ocierając łzy napływające jej do oczu.
-Wierzę ,że się uda. Będziecie razem.
Dała mi nadzieję ,którą musiałam natychmiast stłumić.
-Najbardziej żałuję tego, że Bill oddał mi część siebie.-powiedziałam pewna w 100% swojej odpowiedzi spoglądając jej prosto w oczy.
-Chyba żartujesz ?-zadała retoryczne pytanie zwieszając wzrok na podłogę.-Nie bądź głupia ! –krzyknęła po chwili. Podała mi rękę ,za którą się złapałam wierząc w to ,że jutro będzie lepiej. Ubrałyśmy się w identyczne czarne sukienki. Według niej wyglądałam ślicznie. Nie obchodził mnie już mój wygląd. Liczyło się tylko to co czuję. W środku nie było zbyt dobrze.
Cher ciągle próbowała poprawić mi humor. Nie wychodziło jej to zbytnio ,ale nie chciałam jej sprawiać przykrości własnym płaczem. Gdy pytała jak się czuję odpowiadałam ,że lepiej a ona przyjmowała to z widoczną ulgą.
Zmiękłam gdy znaleźliśmy się na Cmentarzu. Zobaczyłam żonę Bill’a i jego malutką córeczkę zaczęłam płakać. Podeszła do mnie z małą mocno mnie przytulając jak by to mi próbując dodać wsparcia.
Zaczął padać deszcz. Był dla mnie zbawieniem. Dlaczego właściwie płakałam ? Ze słabości czy z tęsknoty ? Za czym tęskniłam…? Dlaczego w ogóle się o to siebie pytałam ? Przecież wiedziałam ,że liczy się tylko On. Harry.
Pogrzeb się skończył. Wsiadłam do samochodu nieporuszona przestając płakać. Siedział smutny. Może tak samo jak ja. Uświadomiłam sobie wtedy ,że na niego nie zasługuję i nigdy nie będę. Na chwilę nasze oczy się spotkały po czym moje serce przekuł ból. Uśmiechnęłam się sama do siebie ciesząc się ,że jeszcze mam serce. To także przypominało mi o pustce o tym ,że ktoś kiedyś tam był…albo dalej jest ,ale nie dopuszczałam do siebie takiej myśli.
Szybko wyskoczyłam z samochodu i wbiegłam do Willi. Pędem rzuciłam się na górę zostawiając za sobą wszystkich. Zaraz za mną biegła Marie o zgaszonym spojrzeniu. Zrozumiałam ,że nie tylko ja wszystko straciłam. Zatrzymałam się na chwilę zamieniając z nią słowo. Weszłam do jej pokoju aby powiedzieć jej ,że może liczyć na moje wsparcie. Uśmiechnęła się smutno bezradnie wzruszając ramionami.
Jedyna rzecz, której teraz potrzebuje to powrót do domu.-rzekła smutno.
Wróciłam do pokoju. Tam czekał na mnie Harry. Poczułam ból w piersi po czym chwilową radość ,którą musiałam zamienić na zobojętnienie.
Bez słowa rzuciłam torebkę na podłogę i usiadłam na sofie. Wszędzie czułam jego zapach ,który jednocześnie mnie irytował i poddawał rozkoszy moje zmysły rozpalając je do czerwoności.
-Po co przyszedłeś ?-zapytałam obojętnie wpatrując się w ścianę a jednocześnie próbując nie załamać głosu, co w efekcie załamało go jeszcze bardziej.
-Kocham Cię.-powiedział pewnie dosiadając się na drugi koniec kanapy.
Spojrzałam mu głęboko w oczy. Wiedziałam ,że mówi prawdę. To wszystko wpędzało mnie w jeszcze większe poczucie winy.
-Tęsknie…-dodał przysuwając się bliżej tak, że poczułam dreszcze.
Zacisnęłam usta.
-Potrzebuję Cię…-przerwałam mu.
-Harry, przestań !
-Kocham Cię.
-Nie możesz.
Uśmiechnął się smutno przysuwając się jeszcze bliżej. Czułam jego oddech. Wyobrażałam sobie słodki smak jego ust…Ciepłych gorących warg… Każda następna sekunda dostarczała mi coraz to innych przeżyć. Pragnęłam go coraz to bardziej i dobrze o tym wiedział. Niby niechcący otarł się swoją dłonią o moje ramie wywołując ciepły prąd.
-Przepraszam…-szepnął radośnie widząc moją reakcję.
Siedziałam jak kamień.
-Przecież wiesz ,że mnie kochasz.-powiedział. Nie odpowiedziała mu.
-Nie możesz…-rzekłam.
-Nie możesz odejść.-przerwał łapiąc mnie za rękę.
-Nie zasługuję na Ciebie.-powiedziałam bez przekonania.
Uciszył mnie.
Wstałam chcąc wyjść. Odejść. Jak najdalej .Objął mnie jednak w pasie uniemożliwiając mi to. Przyciągnął mnie ciasno do siebie .Poczułam zapach jego skóry ,chciałam go posmakować… spróbować Go całego. Kusił mnie cholernie… Wszystkim ,całym sobą. Wiedział o tym doskonale i w każdej chwili mógł to wykorzystać.
-To jak będzie ?-zapytał zagryzając wargę i jeżdżąc swym cudownym palcem po moim nagim ramieniu. Stałam oddając się mu, nieobecna, obojętna na wszystko. Harry zaczął ściągać mi ramiączko sukienki. Uśmiechnął się widząc mój wstrząs. Delikatnie chwycił drugie w zęby i zaczął się nim bawić. Chciałam tego bardzo. Był moim największym marzeniem ale nie mogłam sobie pozwolić na to aby je spełnić.
-Pomóż mi…-szepnął zrzucając na podłogę kieckę.
-Harry…-zaczęłam patrząc mu w oczy. Cudowne oczy ,w których widziałam teraz ogromną radość.
Przyparł mnie do zimnej ściany tak ciasno, że czułam go całym sobą. Objął mnie i zaczął całować. Jego język palił mi podniebienie doprowadzając do rozkoszy. Poddałam mu się. Odwzajemniłam pocałunek angażując w niego wszystkie swoje uczucia.
-Kochasz mnie ?-zapytał przerywając pocałunek. Czułam przyjemne mrowienie na całym ciele .Chciałam więcej ,wiele więcej.
-Przecież wiesz, że tak…-nie pozwolił mi dokończyć. Znów rozpoczął nieznośny taniec naszych języków. Spojrzał na mnie z takim pożądaniem ,że rozwaliło mnie od środka.
Pomału zaspokajałam swój głód jego osobą. Głód miłości , tęsknoty i pożądania.
Błądziłam rękami po jego idealnym ciele gładząc jego mięśnie. Poznając je na nowo.
Pożerał moje ciało wzrokiem ja natomiast ściągałam mu spodnie. Nie rozumiałam jak po tym wszystkim mógł mnie jeszcze kochać…
Zrobiliśmy to… Poczułam ,że to jest Ta osoba z którą chce spędzić resztę życia. Zmęczony przykrył nas oboje pościelą całując mnie w usta.
-Kocham Cię…-wyszeptał obejmując mnie w pasie.
-Ja Ciebie Też…-wyszeptałam widząc jak zasypia.
Nie mogłam spać całą noc. To czego doświadczyłam niosło radość i pewne obawy.
Pod wpływem impulsu postanowiłam uciec. Odruchowo spojrzałam na zegarek.
4:15… - jeszcze zdążę na samolot…
Pocałowałam Go w usta. Widziałam jak przez sen się uśmiecha. Zrobiło mi się przykro.
Napisałam do Niego list z prośbą aby mnie nie szukał… Wiedziałam ,że go ranie , a raniąc go raniłam także i siebie.
Zapewniłam Go także o swojej miłości. Kochałam Go ,fakt… Był i zawsze będzie dla mnie wszystkim.
Napisałam także krótki list do Liam’a i Iss przepraszając za wszystko.
Podziękowałam wszystkim za cudowne wakacje i za to ,że ich spotkałam.
Na lotnisku byłam równo o 5. Tom pomógł mi tam dotrzeć.
Nie krytykował mnie ale mówił ,że nie jest pewny czy postępuje dobrze.
Ze łzami w oczach zapewniłam go ,że owszem.
Pomachałam mu z okna samolotu pisząc do Harrego ostatniego sms : Kocham Cię i zawsze będę Pamiętaj x
__________________________________________________

Heejka Kochane ;D Mam nadzieję ,że mi wybaczycie ,że ten podrozdział tak smutno się kończy.
W sobotę next i to już na pewno.
Kocham Was <3
Mój twitter: @Claudia1D_Pl jeśli będziecie mieć pytania to piszcie. Do następnego xX
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
#Kristen.

Siedziałam w pokoju pakując się już po raz kolejny.Chciałam jak najszybciej opuścić Los Angeles.Wspomnienia ostatnich dwóch tygodni wszystkim z nas dały się we znaki.Potrzebowaliśmy chwili odpoczynku, oddechu, wakacji.
Wokół chłopaków i Nas zrobił się jeszcze większy szum.Byliśmy tematem tabu, najciekawszym ,najlepszym, najbardziej opłacanym. Przebrzydłe gnidy chodziły za nami krok ciągle pstrykając nowe zdjęcia. "Wypadek" Claudii i Louis'a stał się najlepszym i najczęściej spotykanym tematem we wszystkich szmatach piśmienniczych. Chciałam uciec na inną planetę tylko po to aby odzyskać utraconą wolność.
Niall wpadł do mnie niespodziewanie ,mocno mnie do siebie przytulając.
-Będę tęsknić.-powiedział ze smutkiem.
Udawał ,że wszystko jest w jak największym porządku by tylko nie obarczać swoimi troskami innych.Ja jednak wiedziałam co dzieję się w środku. Czułam to samo.
Zmierzchwiłam jego blond czuprynę i zaczęłam nucić jakąś melodię pod nosem.Objął mnie w pasie i razem zaczeliśmy się kołysać w rytm mojej nuconej piosenki.
-Też będę tęskniła...-powiedziałam powstrzymując się od płaczu.-Bardzo...-rzekłam łamiącym się głosem.
Wtuliłam się w najlepszego chłopaka na świecie jarając się jego zapachem.Pomału wciągałam zapach próbując jak najdłużej zatrzymać go w płucach po czym brałam kolejny mocny oddech.
-Kocham Cię ,bardzo.-usłyszałam mego chłopca ogarniętego smutkiem.
Uśmiechnęłam się wesoło szczerząc moje kły.
-Jak bardzo ?-zapytałam uważnie się mu przyglądając.
W środku zrobiło mi się przyjemnie ciepło.Poczułam lekkie łaskotanie w moim małym serduszku ,które kipiało ogromną miłością.
Niall zamyślił się robiąc intrygującą minę.
-Kocham Cię bardziej niż wszystko jedzenie świata.-odrzekł wyraźnie dumny ze swej odpowiedzi.
Oblałam się rumieńcem zatapiając usta w słodkim pocałunku.Żar naszych języków stał się nieznośny.
Uświadomiłam sobie ,że będę tęsknić...Bardzo tęsknić.
Oderwaliśmy się od siebie obdarowując się wzajemnie uśmiechem.
-Przepraszam...-powiedział Niall gdy usadowiliśmy się wygodnie na moim łóżku.
Zrobiłam zdziwioną a jednocześnie pytającą minę czdekając na wyjaśnienia.
Niall przewrócił oczami i zaczął opowiadać jakąś beznadziejną bajkę o tym jaki to był beznadziejny, zły itp. Bla ,bla ,bla...
Zamknęłam mu usta pocałunkiem nie mogąc znieść już tej bezsensownej paplaniny.
-Nie chcę pamiętać złego.W sercu zawsze trzymam te chwilę ,które były dobre.-powiedziałam patrząc mu głęboko w oczęta.
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
-Postaram żeby lepszych chwil było więcej.-N.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie opowiadając sobie historię z dzieciństa.Jedne śmieszne i głupię drugie naprawdę poważne i straszne.
Bawiliśmy się doskonale ale prakowało nam pozostałem ósemki.
-Idziemy sprawdzić co słychać u Dzieci Lasu ?-zapytał mój Blondynek z uśmiechem na ustach.
Roześmiałam się.
-Dzieci Lasu ?-zapytałam wplatając swoje palce w jego dłoń.
Przytaknął gestem głowy.
Prychnęłam lekceważąco.
-Nazwałabym to raczej "Zagubieni w Buszu"-palnęłam bezmyślnie wpadając na Mulata.
Posłał mi pełne urazy spojrzenie i zakomunikował ,że za dziesięć minut mamy znajdować się w salonie.
Mieliśmy brać udział w kolejnej wymyślonej zabawie.Postanowiliśmy się przyłączyć , w każdym razie także należeliśmy do tej dzikiej wspólnoty.

#Marie.

-Przecież wiesz ,że to głupie.-ofuknęłam Zayn'a ,który z entuziazmem biegał od pokoju do pokoju obwieszczając wieść o ,,cudownej" zabawie.
"Prawda czy Fałsz ?" -Szczerze ? Nie przepadałam za takimi rodzajami zabaw.
Można się było dowiedzieć bardzo osobistych rzeczy o drugiej osobie i przy okazji mocno ją skrzywdzić.
Z tego mogły wyniknąć tylko problemy.
Po ok.10 minutach siedzieliśmy zebrani w kółeczku zaczynając tą chorą grę.
-Ja zaczynam.-powiedział Zayn.
Zapytał Niall'a czy kiedykolwiek golił nogi.Blondasek się przyznał i według chłopaków była to najszczersza prawda.
Niall długo był jeszcze czerwony i z nikim nie nawiązywał kontaktu wzrokowego.Było mi go szkoda...
Później przyszedł czas na Liam'a którego torturowali pytaniami.Jak na porządnego ojca przystało mówił prawdę i tylko prawdę.
Po pół godzinie marnowania czasu przyszedł czas na Louis'a ,któremu chyba wracało wrodzone ADHD a za razem dobry humor.
-Okey...-powiedział Zayn mrużąc oczy.-Czy kiedykolwiek pocałowałeś dziewczynę swojego kumpla ?
Liam pobladł na twarzy a jej wyraz przybrał stan przerażony.
Harry wyraźnie posmutniał udając ,że nic się nie dzieję czym jeszcze bardziej zwracał na siebie uwgę.
-Sprzeciw !-krzyknął Liam gdy zapadła niezręczna cisza.
-Dlaczego ?-zapytała Iss wyraźnie ciekawa odpowiedzi.
-Ponieważ to zbyt osobiste pytanie.-wyjaśnił spokojnym tonem Daddy.
-Padały już gorsze...Np.o to czy...-rzucił bezmyślnie Niall.
Liam posłał mu mordercze spojrzenie zawierające również przekaz z tych w stylu :
"Dzięki ,że mi pomagasz"
Louis zwiesił wzrok na podłogę.
-Czekamy.-rzucił bezmyślnie Mulat.
Miałam go ochotę pobić ,podrapać i pogryźć za tą cholerną obojętność.
Odpowiedziała mu cisza.
-Przyjmijmy to za odpowiedź twierdzącą.-rzekł Malik.
Zaczął mnie poważnie irytować swoim zachowaniem.
-Nie.-powiedział Lou spoglądając smutnym wzrokiem na Hazzę.Ten drugi zaś wyglądał tak jakby oddychanie sprawiało mu ogromny ból.
-Okey.-powiedział Liam próbując uspokoić sytuację.-Przejdźmy do następnego pytania.
Zayn uśmiechnął się szeroko rzucając bezczelnie :Oczywiście.
Następne pytanie zostało skierowane do Cla.
-Czy kiedykolwiek całowałaś się z przyjacielem twojego chłopaka ?
Teraz to Claudia siedziała przerażona.
-Nie odpowiadaj.-powiedziałam stanowczo.
W jej oczach stały łzy.Zayn jednak na to nie zareagował.Stał się zimnym draniem i zwyczainym dupkiem.
Nie znałam go z tej strony.
Liam'owi także zaszkliły się oczy a Harry wyglądał tak jakby chciał dokąś uciec.
-Tak...-usłyszeliśmy cichą odpowiedź.
Harry zacisnął z bólu pięść.
-Ale... ja nie...-zaczęła Claudia.
Zrobiło mi się przykro i strasznie smutno.Miałam ochotę się rozpłakać.
Zayn stał się nienormalny...Niszczył wszystko.Tylko w jakim celu ? Jaki miał motyw działania ?
-Iss Ci nie wystarczała ?-skierował pytanie do Louis'a. Zaparło mi dech w piersi.Zauważyłam ,że każdy z tutaj zebranych wstrzymał na moment oddech.
-To nie tak.-odparł Lou.
-Aha.-usłyszaliśmy krótką obojętną odpowiedź Zayn'a.
-Harry był zbyt dobry ?-zapytał płaczącej Claudii.
Nie wytrzymałam.Wstałam.
Liam w tym samym momencie zrobił to samo.
Szybki cios w twarz Mulata rozegnał złość Daddy'ego.
Zayn stał chwilę przerażanony i jakby rozkojarzony.
-Prawda boli.-powiedział twardym głosem łapiąc się za szczękę.
-Zamknij się !-wrzasnęłam tak ,że natychmiast ucichł.-Ciebie też dziś zaboli.-warknęłam ostrym tonem.-Jesteś egoistyczną świnią nie mającą uczuć.Zapomnij o nas.-dodałam już spokojniej.-To koniec.
Wybiegłam z salonu zostawiając wszystko za sobą.Znów chciałam go pobić.Łzy dawały upust mojej złości. Debil.-Dźwięczało w mojej głowie.
To już koniec.

#Liam.

Musiałem to zrobić.Musiałem go uderzyć.Zayn mógł zapytać o to w sekrecie a nie ogłaszać wszystkim wszem i wobec.Sprawy zaszły zbyt daleko.
Marie nie wytrzymała tak jak wszyscy tego napięcia.
Stracił ją. Kto wie czy nie na zawsze ?
Claudia i Louis siedzieli na podłodzę wciąż przerażeni.
-Ja Ci zaufałam !-rozległ się krzyk Iss przerywany płaczem.-Nienawidzę Cię !-akcentowane trzaskiem drzwi.
-No to możesz być z siebie dumny.-Wrzasnęła Nesta do Zayn'a patrząc na niego wrogo i wychodząc z salonu.
Jednak on nic sobie z tego nie robił.Zachowywał się tak jakby go to nie dotyczyło.To nie był realny świat.
-Cla...-zaczął Harry gdy prawie wszyscy już się ulotnili.Została tylko nasza trójka.
-Nie Harry.-powiedziała wstając.-To zawsze będzie na mnie ciążyło a ty będziesz zawsze o tym pamiętać.-powiedziała smutnym tonem.Wiedziałem co czuję.W środku łamała się na miliony małych kawałeczków.
-Ale...-Harry.
-Nie zasługuję na twoją miłość ani na to żeby to nosić.-rzekła z płaczem zdejmując z palca obrączkę.Oddała ją Haroldowi.
-Nie możesz tak poprostu odejść.-powiedział zrozpaczony Harry.
Cla uśmiechnęła się przez łzy.
-Harry tak będzie lepiej...-jeszcze raz spojrzała na niego wychodząc z pomieszczenia.Poczułem się jakby jej tu nie było.Była tylko wspomnieniem.
Siedzieliśmy z Harrym pogrążeni w ciszy,która zaczynała kłuć nas w duszę.
-Dlaczego nie mówisz ,że będzie dobrze ?!-wydarł się na mnie płacząc.
Uśmiechnęłem się smutno.
-Harry ,przecież wiesz, że nie będzie...-powiedziałem także tracąc nadzieję.
Spojrzał na mnie z oczami pełnymi łez.
-Dlaczego to ja zawsze cierpię ? Zawsze ja tracę miłość ?-zapytał sam siebie.
Milczałem.Było mi ogromnie przykro ,że nic nie zrobiłem chociaż i tak już wszystko się rozwaliło.
-To moje życie.-powiedział zaciskając usta.-Nie pozwole mu siebie zniszczyć.Zawaliczę o Nią.-dodał stanowczym tonem.-Nie dam jej odejść...Teraz ani nigdy.

__________________________________________________

Okey Jest pierwszy po baaardzo długiej nieobecności. Postaram się zrewanżować i next w niedzielę
Dzisiaj miałam pierwszy swój koncert... Powiem Wam ,że CZAAD !
Nie miałam wcale tremy i wyszło bosko !
Nauczyciel powiedział mi ,że urodziłam się żeby być na scenie i nie powinnam z niej nigdy schodzić bo to mój żywioł.
Poza tym pozdrawiam Moje Laski ze Sql Muzycznej
Aśkę za wszechstronne uzdolnienia Moja pomoc w zmienianiu strojów
Karolę za to ,że jest
Adę za rozmowy
No to tylę

"Dziękuję Wszystkim którzy odwiedzali mojego bloga pomimo mojej nieobecności Kocham Was ! Będę wam pisać do końca świata i jeden dzień dłużej nawet jeśli będziecie mnie mieli dość <3"

Dziękuję jeszcze raz i Next w Niedziele

Liczę na komentarze i opinie xXx
  • awatar Gość: kochana, dawaj następny, przecież miał być w niedziele ;3
  • awatar One Direction.: Postaram się dodać dzisiaj a jeśli się nie uda (mój brak czasu z przeciążenia zajęć) dodam jutro :) Obiecuję. xX
  • awatar Gość: Kiedy dodasz następny ? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
#Louis.

Poczułem jak czerwona kanapa znika mi z oczów a dwie postacie machają mi z szerokim uśmiechem.Silny ból w prawym płucu.Odzyskałem władanie na całym ciałem. Ciało nie wytrzymywało tego cierpienia ,które trwało dalej.Z miarą upływu czasu powinno przestać boleć a cierpiałem jeszcze mocniej.
Usłyszałem głos.Poczułem ,że ten ktoś się o mnie martwi.
Chciałem krzyknąć ,coś powiedzieć.Niestety gardło odmawiało mi posłuszeństwa.Wtedy poczułem się jak w klatce.Byłem uwięziony daleko od świata po mimo ,że dalej
uczestniczyłem w tym wszystkim.Cholerna bezradność i brak siły mnie przytłaczały.
"Louis spróbuj ,proszę..."-usłyszałem ponownie ten głos...
"To ja Izabell"-zabrzmiał ponownie.
"Izabell...Izabell...Iss..."
Gdy wspomnienia pomału zaczęły wracać poczułem jeszcze większy bół ,który zaczął przeszywać mnie na wskroś.
Obrazy pojawiały mi się w głowie i znikały jakby bawiąc się w chowanego.Głowa stała się ociężała jakby od napływających wiadomości.Mimo to byłem szczęśliwy ,że wracam.Nareszcie. W końcu. Silny wtrząs objął całe moje ciało.
Otworzyłem oczy i zobaczyłem światło.Zwykłe światło otaczające mnie każdego dnia przed wypadkiem.
-Boli...-wykrztusiłem marszcząc oczy od blasku.
-Boże ! Louis...!-krzyknęła Izabell płacząc.
Ponownie skrzywiłem się od bólu omiatając wzrokiem całe pomieszczenie.
Na szafce obok mojego łóżka stały świeże kwiaty i pomarańcze.Uśmiechnąłem się próbując usiąść.
W tym samym momencie moje ciało zapłonęło z bólu.
-Shit !-jęknąłem ponownie leżąc na poduszce.
Iss była przerażona za to lekarz wyraźnie zadowolony.
-Co mu jest ?-zapytała.
-Właśnie...-rzuciłem próbując pozbyć się bólu.
Lekarz w podeszłym już wieku spojrzał mi w oczy uśmiechając się wesoło.
-Już nic.-powiedział.
Te oczy...Niebieskie oczy coś mi przypominały ,kogoś...Nie mogłem jednak przypomnieć sobie szczegółów.
Ponownie spojrzałem na mężczyznę posłał mi kolejny uśmiech z palcem położonym na ustach wyszedł z pokoju.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę.-powiedziałam Iss. dalej roniąc łzy.
Posłałem jej ciepły uśmiech próbując przytulić do siebie.Niestety 569326 maszyn przyczepionych do mnie mi na to nie pozwalało.
Zachichotała siadając obok i łapiąc mnie za rękę.
Ścisnęła ją lekko gładząc moją dłoń.Uświadomiłem sobie ,że tęskniłem.Bardzo tęskniłem.
Izabell pytała mnie o szczegóły mojego snu.Nic nie pamiętałem oprócz jednego szczegółu.
-Niebieskie oczy.Takie jak tamten lekarz.-odparłem zainteresowanej Iss.
Uśmiechnęła się do mnie promiennie.
-Tak ,ten lekarz jest niebywały.Znalazł dla Ciebie dawcę.Jest nazywany Dobrym Stróżem.-odpowiedziała.
Wzdrygnąłem się słysząc ostatni wyraz.
-Louis, Coś się stało ?-zapytała przerażona.
-Nie ,nic...-odpowiedziałem z uśmiechem zmieniając temat.
Okazało się ,że Claudia też żyję.Bogu dzięki...Za to kto inny stracił życie.
-Bill oddał jej swoje płuco.-powiedział Harry uśmiechając się do mnie.
Skinąłem głową.
-Żałuję ,że nie odepchnąłem jej na większą odległość.-powiedziałem gdy byliśmy w pokoju sami.
Harry wysłał mi pełne wdzięczności spojrzenie.
Nie miał żadnego prawa na mnie tak patrzeć.Musiałem to zrobić dla naszej przyjaźni.Wszystko zepsułem.Całowałem się z jego dziewczyną chodź nie powinienem.
-Harry...-zacząłem.
Przerwał mi.
-Wszystko wiem, o wszystkim mi powiedziała.-poczułem ogromny ucisk w sercu.Zrobiło mi się wstyd za siebie.
-Ja przepraszam...-zacząłem.
Harry wlepił we mnie swoje zieloniaste oczy.
-Louis to było kiedyś a teraz jest teraz.Nie powinniśmy do tego wracać.-powiedział smutnym tonem.Wiedziałem ,że go zraniłem.Tak nie postępuję przyjaciel.
-Musiałem wybierać kto z was przeżyję...-załamał mu się głos.
Spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
-Zgadnij kogo wybrałem.
Patrzyłem mu chwilę w oczy po czym spuściłem go na podłogę.
-Nikogo.-odpowiedział za mnie.-Kocham Was tak samo bez względu tego co będzie.
Rozryczałem się.Powinien być na mnie zły.
-Mógłbym się na Ciebie obrazić ,znienawidzić Cię ,pobić.-wyliczał a ja za każdym razem wstrzymywałem oddech.-Ale nie zasługujesz na to.-dodał.
Uśmiechnął się do mnie ukazując nieskazitelny uśmiech.
-Jednak nigdy tego nie zrobię bo jesteś moim najlepszym przyjacielem i zawsze bez względu na wszystko nim będziesz.-dodał uśmiechając się promiennie.
-Harry... Nigdy więcej.-powiedziałem ze smutkiem.
Roześmiał się rzucając mi lekceważące spojrzenie.
-Rusz co nie twoje a ci łeb...-nie dokończył.
-Obiecałeś ,że mnie nie nabijesz.-westchnąłem oburzony z miną dziesięciolatka.
Curly Men wybuchł śmiechem.
-Wszystko ma swoje granice.

#DwaDniPoWyjściuZeSzpitala#

#Zayn.

-Na reszcie w komplecie.-powiedział Liam obejmując Claudię ,na której policzku dalej widniał siniec i inwalidę ,naszego "Super Men'a" -Lou.
-Nie wierzę ,że aż tak tęskniłeś.-rzucił Louis przytulając go do siebie.Jak na "inwalidę" to miał sporo siły.-Według mnie symulował żeby wzbudzić litość.
-Ja też tęskniłem !-krzyknął niedoceniony Niall tuląc wszystkich po kolei.
-Morda !-wydarła się Iss na wkurzającego blondynka.Tym razem nic sobie z tego nie zrobił.
Znów zaczął się drzeć i skakać w koło nas jak pajac.
-Zamknij się Niall !-Wydarła się.Jak Louis'a nie było to nie miał jej kto pilnować i przypiłować języka.
-Okres masz czy cię głowa boli ?!-krzyknął na cały głos Niall.
Dziewczyna zalała się czerwonym rumieńcem i wystawiła do irlandczyka język.
-Te kobiety...-bąknąłem.
Marie szczypnęła mnie w bok.Z irytacją przewróciłem oczami.
Simon czekał na Nas w domu.Właściwie to był do tej pory tylko budynek.Dzięki sobie poczuliśmy ,że jest to coś więcej.
-Naprawdę nam was brakowało.-powiedziała Nesta nadal z łzami w oczach.
Wszystkim było ciężko ale uważam ,że najbardziej nacierpiał się Harold.Najlepszy przyjaciel ("Larry" bromanse nie mogło rozkwitać i Claudia jego oczko w głowie.
Szczerze to nigdy nie widziałem by mu tak bardzo na kimś zależało.Nigdy.

Zrobiło się strasznie parno.Wszyscy pozdejmowaliśmy bluzy tylko Izabell z wiadomych względów zakrywała swe ciało.
Wszystko było w porządku dopóki Louis się nie zaintersował.
-Kochanie czemu nie zdejmiesz bluzy ?-zapytał.
Izabell spóściła wzrok.Tak jak każdego z nas zalewały siódme poty ale nie mogła zrobić tego z uwagi na zabandażowane ręcę.
Nikt nie chciał ,żeby Lou się pogorszyło.
-Tak mi dobrze ,naprawdę.-odparła zmuszając się do uśmiechu.
Louis jak to Louis zaczął ją namawiać.Dziewczyna jak zawsze uparcie broniła swojego zdania ale było oczywiste ,że w końcu ulegnie.
-Louis ja nie mogę.-powiedziała ze łzami w oczach szybko wbiegając do naszej limuzyny.
Właściwie to nie mogłem zrozumieć tego dlaczego nie jedziemy tym cudownym wózkiem Liam'a ale kit z tym.
Tom przywitał nas swym zacnym cudownym uśmiechem i jak zwykle umilał nam czas rozmową.
Izabell starała się ignorować prośby Louis'a i na wszystko była obojętna.
Claudia siedziała ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt.Harry trzymał ją mocno za rękę jakby bał się ,że znów może ją stracić.
Nie rozmawiała z Lou od dnia wypadku.Zdawało się jakby wcale się nie znali.
To on uratował jej życie.Dlaczego nie zdążyła mu jeszcze podziękować ?
Obróciła twarz w moją stronę.W jej oczach zobaczyłem ból i ogromne cierpienie.
Wyglądała tak jakby sama nie mogła się z sobą pogodzić.Była nie obecna i na wszystkie pytanie skinała tylko głową.
Chciałem zapytać jej co się stało ale bałem się ,że źle na to zareauguję.
Sądziłem ,że wolała by umrzeć.
Moja ostatnia myśl naprawdę mnie przeraziła.Jak można tak w ogóle pomyśleć ?
Uśmiechnęła się do mnie smutno wtulając się tors Hazzy ,który troskliwie objął ją ramieniem.
Louis zerkał co chwilę w jej kierunku.Oboje zachowywali się jakby skrywali jakąś straszliwą tajemnicę ,która wszystkich zaboli.
-Dziękuję.-powiedziała patrząc na Louis'a.
Uśmiechnął się do niej smutno.
-Nie masz za co.-odparł.
Teraz to ona posłała mu uśmiech.
-Uratowałeś mi życie.-odpowiedziała.
Louis skinął głową.
Mógłbym przysiąźć ,że usłyszałem z jego ust :"Żałuję tego"
Byłem całkowicie nie w temacie i nikt nie raczył mnie powiadomić.
Liam patrzył na moje poczynania związane z myśleniem z wielkim rozbawieniem.
-No co ?-zapytałem gdy wybuchł gromkim śmiechem.
Zrobił niewinną minę i dalej zaczął się zbijać.
Wszystko powolutku wracało do normy.
Mieliśmy zaszczycać L.A swoją obecnością jeszcze jedynie trzy dni.
Jeśli bym mógł wróciłbym do domu już teraz.
To prawda.Może i byłem tchórzem ale chciałem odpocząć.
Śmierć Billa.Ogromne poświęcenie.Nadchodzący proces z Caroline.
Byliśmy tym wszyscy totalnie zmęczeni.
To miały być wakację ,które okazały się zbiorem wypadków ,smutków i rozczarowań.
Poznaliśmy też najlepsze dziewczyny na Ziemi i poznaliśmy smak miłości.Prawdziwej miłości.
-To co dzisiaj robimy ?-zapytała Marie otwierając drzwi do Willi.
-Oglądamy film !-rzucił Larry z uśmiechem.
Bogu dzięki ,że nigdzie nie wychodzimy.

________________________________________________________
Dobra -miałam dodać ten rozdział jutro.Właściwie to nie wiem czy wam się spodoba.Także następnego raczej spodziewajcie się w sobotę.W piątek nie mogę bo mam zajęcia w sql muzycznej więc mam nadzieję ,że zrozumiecie.
Przeraża mnie liczba wejść na innych blogach...
Dziękuję ,że ze mną jesteście i czytacie opowiadanie.
Zbliżamy się ku końcu : )
  • awatar dominika5600: TO SUPPERRR.!!!!! ja wchdze codziennie od miesiąca i patrzę czy jest NOWY WPIS!!!!!!!! KOCHAMM CIĘ!!!♥ :)
  • awatar Lou <3: mam dobre wieści (pewnie nikt nie przeczyta tego komentarza, ale to szczegół)po miesiącu oczekiwań nasza One Direction. ma mieć nowego kompa :D nie dam głowy, że dzisiaj doda nowy rozdział, ale zrobię wszystko żeby napisała jak najszybciej :)
  • awatar nowa<3: dziewczyno!!!!!!!!!jesteś genialna super piszesz:)dodaj jak najszybciej nowy odcinek:)a i dodałam już 2 serie opowiadań zapraszam:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 

#Nesta
-"Jeśli mam tak żyć to już wolę umrzeć" -każde zdanie Harrego pełne było rozpaczy i bólu.Chcieliśmy tak bardzo tu zostać.Nie wracać i nasze marzenia się spełniały.Żałowaliśmy wszyscy ,że na gorsze.
-"Oni będą żyć rozumiecie ?"-ciągle podnoszenie na duchu nic nie dawało.Czułam pustkę.Wielką pustkę.
Traciłam przyjaciół ,którzy byli dla mnie jak rodzina.
Po pewnym czasie przestaliśmy z sobą nawet rozmawiać.
Po dwóch dniach brakowało nam chęci na zwykłe "Cześć".
Nie wyobrażałam sobie ,że mogą się nie obudzić.
-Harry musisz wybrać...-usłyszałam głos Simon'a.
Stałam przerażona.Nie chciałam tego usłyszeć ale to zdanie wzbudziło we mnie totalny paraliż.
Odpowiedziała mu cisza.
-Harry zrozum...Ja też tego nie chce.Takie jest życie nie można mieć wszystkiego.-osunęłam się na podłogę opierając plecami o zimną ścianę.
Poczułam jak rozrywa mnie gorąco.Wszystko we mnie wrzało.
To koszmar, to nie może dziać się naprawdę.Nie ma prawa.Never.
Simon westchnął.
-Wiem ,że oboje są dla Ciebie ważni...-przerwał mu Harry.
-Właśnie ,że nic nie wiesz !-wybuchnął.Pierwszy raz widziałam jak tak żałośnie krzyczał.Łamał mu się głos.Wiedziałam ,że na pewno lecą łzy.
-Ja ich kocham...-Głos znów mu się załamał.-Nie chcę ,to nie sprawied liwe.
Simon poderwał się z kanapy.
Wstałam odchodząc dalej.
-Claudia dopiero co zaczyna karierę a Louis...-rzucił Mentor.
Wyobraziłam sobie wzrok Hazzy.
-Wyjdź !-powiedział ostrym tonem.
Zaparło mi dech.Simon chciał wybierać.
-Harry tak będzie lepiej...-zaczął.
-Wynoś się z mojego pokoju !-wrzasnął Harry ponownie.-Jak możesz...Chodzi Ci tylko o pieniądze.
-Harry myśl racjonalnie.
-Nie będę decydować o życiu żadnego człowieka nigdy.Nie masz prawa mnie do tego zmusić.-Pociekły mi łzy.
Serce przebił sztylet...
Wbiegłam do pokoju trzaskając drzwiami.
Na moim łóżku siedział Bill.
Otarłam łzy patrząc uważnie na niego.
Patrzył na mnie smutnym wzrokiem pełnym cholernego cierpienia.Przecież nigdy nas nie lubił...Co on tu w ogóle robił ?
-Muszę Ci coś powiedzieć...-zaczął łamiącym się głosem.
Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem.
Usiadłam obok niego obejmując go ramieniem.
Uśmiechnął się do mnie smutno zaczynając płakać.
Płakałam razem z nim.
-Bo to przeze mnie...-zaczął.Zatkało mnie...
-To nie miało być tak...Miała zginąć ona...ale...-spojrzałam na niego z przerażeniem.
-Proszę nie krzycz.-powiedział załamany.
Westchnęłam ciężko ocierając potoki łez.
-Nigdy bym tego nie zrobił...Nigdy.Ale Caroline...-przerwałam mu.
-Caroline ?-powtórzyłam znienawidzone przez nas wszystkich imię.
Skinął głową na potwierdzenie moich słów.
-Carolina mnie szantażowała.Powiedziała ,że zniszczy moje małżeństwo...Ona miała zdjęcia.-przytuliłam go do siebie.
-Ja przepraszam ,nie chciałem...-zaczął.
Płakałam dalej jak jakaś głupia.To on zorganizował to a ja go pocieszałam.Tak naprawdę to nie był winny...
-Zostało mi 3 dni życia.-rzekł w końcu.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Mam białaczkę.-dodał.
Nigdy nie zastanawiałam się dlaczego nie ma włosów.Myślałam ,że po prostu ściął się na łyso.
-Mam nadzieję ,że oddając jej płuco naprawie wszystkie krzywdy.-Wtedy zobaczyłam ,że w drzwiach stoi Harry.
-To ty...-powiedział patrząc się na Bill'a mściwym wzrokiem.
Mężczyzna podskoczył ze strachu.
-Tak.-powiedział.-To wszystko przeze mnie...-spuścił wzrok na podłogę.
-Zabiję Cię...-rzekł Hazza ruszając w naszym kierunku.Jego oczy ciskały promienie.
Bałam się ,byłam przerażona...
-Nie będziesz musiał.-Powiedział łamiącym się głosem Bill.-Nie długo umrę.
Harry się zatrzymał przyglądając się mężczyźnie.
-Co ?-zapytał innym głosem.
-Umrę...-powiedział Bill.-Wybaczysz mi ?-zapytał Harrego patrząc się na niego nieśmiało.
Harry usiadł.
-Ona będzie żyć ?-zapytał Harry.
Uśmiechnęłam się przez łzy.
-Tak ,oddam jej swoje płuco.-Harold spojrzał na Billa inaczej.Podszedł do niego mocno go przytulając.
-Boże...Dziękuję.-zaczął.Mężczyzna się rozpłakał.
-Przykro mi...Dobrze ,że chociaż się do czegoś przydam.
Zrobiło mi się smutno.Życie ,które się kończy za życie któro dopiero rozkwita to sprawiedliwy wyrok.
-Przepraszam...-wyszeptał Bill wychodząc z pokoju.
Harry spojrzał na mnie zbawiennym wzrokiem,
-Oboje przeżyją...-wypowiedział wyraźnie wesoły.-Będą z nami z powrotem.
_____________________________________________________

Od razu was przepraszam ,że rozdział jest opisany z perspektywy tylko jednej osoby i jest krótki...
Mam jednak nadzieję ,że wam się naprawdę spodoba bo pisząc go starałam się naprawdę wczuć.
Kocham Was i czekam na komentarze.
Chcę zobaczyć ile was tutaj jest więc jeśli wejdziecie to dodajcie komentarz.Proszę : )
Kocham Was Bardzo x
  • awatar One Direction.<3: Lux jest córką Stylistki chłopaków Zz 1D :D
  • awatar anonyous: cudo. <3
  • awatar One Direction.: @Malinka ♥: haha nie :) Lux to jest najmłodsza fanka zespołu z Australii :) Zwykła dziewczynka nom ale już fanka.Harry założył jej twitter'a i teraz ma ponad 70,000 obserwujących.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (25) ›