• Wpisów: 89
  • Średnio co: 27 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 13:01
  • Licznik odwiedzin: 73 268 / 2485 dni
 
thebesttime
 

#Liam Payne


Nie mogłem znieść tej ciszy, płaczu i smutku towarzyszącego nam cały czas i nieprzerwanie od początku do końca.Nic nie miało sensu i nic nie było sprawiedliwe.Izabell się pocięła.Jakby było nam jeszcze mało kłopotów.Bogu dzięki ,że cięcia były stosunkowo lekkie , nie chciałem by ktoś z nas trafił ten sam los co Lou i Cla.
Niczego nie chciałem prócz tego by tu teraz byli.Obudzili się.
Tom odwiózł Iss do domu.Dziewczyny postanowiły pójść na kompromis i także wrócić razem z nim.
Zayn'a i Niall'a także namówiłem do powrotu.Poddali się chodź pod dużym oporem.Zostałem tylko ja i Hazza.
Ciągle siedział w jednym miejscu modląc się do Boga i ściskając obrączkę.Z oczy leciały mu łzy.
Podszedłem do niego siadając obok.
-Harry...-zacząłem cicho.-Harry...-ponowiłem próbę.
-Liam...ona nie może umrzeć.-zaczął słabym głosem.-On też...Dlaczego tracę dwie ukochane osoby w moim życiu ?-zapytał spoglądając mi w oczy.
Uśmiechnąłem się do niego smutno.
Zielone oczy Harrego kiedyś pełne szczęścia dzisiaj palące nienawiścią do świata i malowane przerażeniem poruszyły mnie jeszcze bardziej.
-Pomodlę się z Tobą.-powiedziałem zaczynając słowa modlitwy.
Tak , to prawda.Louis żył , Claudia też ale z żadnym z nich nie mieliśmy nawet najmniejszego kontaktu.
Śmierć kliniczna ? Śpiączka ? -Dopiero teraz zrozumieliśmy ,że nie da się mieć wszystkiego.Nie mogliśmy tego przewidzieć ale wszyscy obwinialiśmy się za to co się stało.Ta tragedia otworzyła nam oczy.Po mimo naszego bogactwa i sławy byliśmy NIKIM.Pieniądze to nic w porównaniu z przyjaźnią ,miłością czy zdrowiem.Nikt nie jest wieczny...

______________________________________________________

-Wybudziła się !-krzyknęła pielęgniarka z wesołą miną podbiegając do nas.
Natychmiast rzuciliśmy się w stronę sali ,w której przebywała.
Pielęgniarka zostawiła nas z nią samych posyłając na koniec szeroki uśmiech.
Moje serce stało się trochę bardziej lekkie.
Harry dopadł jej łóżka natychmiast całując jej posiniaczoną dłoń.
Podszedłem nieśmiało stając obok spojrzałem na opinię zdrowia.
Dwa złamane żebra, ręka i rany głębokie.
Westchnąłem patrząc jej w oczy.
-Harry...-zaczęła ze łzami w oczach.Była blada ,cholernie blada ,sprawiała wrażenie ,że nawet słowa dają jej trud.-Muszę ci coś powiedzieć.-rzekła już głośniej roniąc łzy.Harry chłonął każde jej słowo.Czekając na następne.
-Całowałam się z Louis'em...-rzekła już płacząc.
Harry dalej ściskał ją za rękę jakby bał się ,że nagle odejdzie.
Nic się nie odzywał.
Spojrzała błagalnie na mnie.
-Harry...-szturchnąłem chłopaka.
-Przepraszam...-wyszeptała.
Harold spojrzał jej w oczy.
-Zawszę będę Cię kochać ,nie ważne co się stanie...Tylko proszę nie odchodź...-dodał płacząc.
Uśmiechnęła się do nas obojgu.
-Pamiętaj ,że cię kocham i zawszę będę.-dodała roniąc jeszcze jedną łzę.-Opiekuj się nim.-dodała tracąc oddech.
Stałem zszokowany.
Hazza zaczął płakać.
-Nie , nie rób mi tego ! Proszę.-krzyczał.
Lekarz razem z pielęgniarką zaczęli ją reanimować.
-Kocham Cię !! Proszę nie rób mi tego...-zaczął ponownie krzyczeć.
Zacząłem płakać...Miałem dość.Te wszystkie cholerne urządzenia zaczęły piszczeć.Prosta linia...
-Tlen !-warknął lekarz.
Znów reanimacja.
Harry upadł na podłogę.
-Boże ! Dlaczego mi to robisz ?-warknął gdy w tym samym momencie na ekranie pojawiły się krzywe linie.
-Żyję.-powiedziałem.
Lekarz uśmiechnął się do nas smutno wciąż w szoku.
-Bóg zdecydowanie was kocha...-powiedział wychodząc z sali.
Stałem wpatrując się w Harrego ,który ponownie ujął jej dłoń.
-Nie rób mi więcej tego.-powiedział ponownie zanosząc się płaczem.
Usiadłem obok przyglądając się tej cholernej miłości ,która była tak idealna ,że wytrzymałaby nawet śmierć.


#Harry.

Nie czułem nic w chwili gdy straciła puls.Moje serce rozerwało się na milion pieprz** kawałków.
Osunąłem się na podłogę czekając na mój koniec.
On jednak nie nadchodził.Wiedziałem ,że się zabiję.Życie bez niej nie miało sensu.
Zwykłe życie stało się niezwykłe.Nauczyłem się z wszystkiego czerpać radość.Stałem się inny ,lepszy dla niej i dzięki niej.
-Żyję.-usłyszałem głos Liam'a.
Ulga spłynęła na mnie.Była jeszcze jakaś szansa...
-Dziękuję.-skierowałem oczy ku niebu.
Zapomniałem tekstów modlitwy.Kleiłem jakieś bezsensowne zdania by tylko uprosić Boga.
Ona nie zasługiwała na śmierć.Nikt nie zasługuję.
Złapałem ją za rękę siadając ponowne przy łóżku.
-Kocham Cię.-powiedziałem cicho.
Liam usiadł obok.Nawet nie wiedział jak cholernie mi pomagał.O nic nie pytał ,nie robił współczujących min, po prostu był i przeżywał to razem ze mną.
-Simon przyszedł.-zakomunikował.
Nie oderwałem od niej oczów.Nie wiedziałem ile jeszcze będę ją mógł oglądać.
Ponownie odeszła w sen.Dlaczego nie mogła zostać ze mną?
Czy tam było lepiej ?
Nie wiem ile to trwało.
Liam rozmawiał z Simon'em.Słyszałem tylko ich ściszone głosy.
Nagle poczułem ciepłą dłoń na ramieniu.
Oderwałem na chwilę wzrok od ukochanej.
Simon patrzał na mnie tak jak Liam ,czułem ,że przeżywa wszystko tak samo.
-Harry...-rzekł z trudem.-To trudne.-zaczął.
Prychnąłem.
Czułem ,że chce mi coś powiedzieć ,coś co zrani mnie jeszcze bardziej niż choroba dwóch bliskich mi ludzi.
Bill odsunął mentora na bok.
-Harry musisz wybrać.-rzucił wyraźnie.Zakręciło mi się w głowie.
Zmarszczyłem niezrozumiale brwi.
-Co muszę wybrać ?-zacząłem podejrzliwie.
Liam posłał mi smutne spojrzenie...Simon zrobił to samo.
-Musisz wybrać kto przeżyję.
I tak zepsute już serce zaczęło drzeć się na jeszcze mniejsze kawałki.
-Żartujesz ?-rzuciłem ze łzami w oczach.
Nikt mi nie odpowiedział.
-Wszyscy zwariowaliście ?!-krzyknąłem jak najbardziej się dało.
Znów cisza.
-Musisz wybrać komu przeszczepimy płuco.-kontynuował Bill.
Spojrzałem mu w oczy.
-Nie jestem Bogiem ,nie będę wybierać !-krzyknąłem wybiegając z sali.
Liam pobiegł za mną.
-Harry...-złapał mnie za rękę.
Spojrzałem mu w oczy.
-Nie mogę ,oboje ich kocham...-zacząłem.
Przytulił mnie do siebie.
-Nienawidzę tego świata !-wrzasnąłem.
Liam uśmiechnął się do mnie.
-Wszystko będzie dobrze.Znajdziemy drugiego dawcę ,obiecuję.
Skinąłem głową uśmiechając się smutno.
Jest po prostu bosko.
Cały świat wali mi się na głowę i do tego każą mi decydować o czyimś życiu.
-Oni nie mogą umrzeć.-powiedziałem do Liam'a.
-Nie.-odpowiedział.-Chodź ,zbieramy się do domu.
Westchnąłem wsiadając do jego nowego auta.
-Nienawidzę Cię świecie.-powiedziałem trzaskając drzwiami.
Liam odpalił silnik i ruszyliśmy w stronę "naszego" domu.
Nie chcę już żyć.

________________________________________________________
Przepraszam ,że krótkie ale Handza mi przeszkodziła ;] jak zwykle xD <ZWALAM NA NIĄ>
Wiem ,że smutne ale mam nadzieję ,że wam się spodoba.
Już niedługo koniec.
Myślę ,że nie popsułam wam humoru :( Do następnego x

Na osłodę macie fotki chłopaków z Australii :D

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego