• Wpisów: 89
  • Średnio co: 26 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 13:01
  • Licznik odwiedzin: 71 604 / 2419 dni
 
thebesttime
 
#Louis.

Poczułem jak czerwona kanapa znika mi z oczów a dwie postacie machają mi z szerokim uśmiechem.Silny ból w prawym płucu.Odzyskałem władanie na całym ciałem. Ciało nie wytrzymywało tego cierpienia ,które trwało dalej.Z miarą upływu czasu powinno przestać boleć a cierpiałem jeszcze mocniej.
Usłyszałem głos.Poczułem ,że ten ktoś się o mnie martwi.
Chciałem krzyknąć ,coś powiedzieć.Niestety gardło odmawiało mi posłuszeństwa.Wtedy poczułem się jak w klatce.Byłem uwięziony daleko od świata po mimo ,że dalej
uczestniczyłem w tym wszystkim.Cholerna bezradność i brak siły mnie przytłaczały.
"Louis spróbuj ,proszę..."-usłyszałem ponownie ten głos...
"To ja Izabell"-zabrzmiał ponownie.

“Izabell...Izabell...Iss...”


Gdy wspomnienia pomału zaczęły wracać poczułem jeszcze większy bół ,który zaczął przeszywać mnie na wskroś.
Obrazy pojawiały mi się w głowie i znikały jakby bawiąc się w chowanego.Głowa stała się ociężała jakby od napływających wiadomości.Mimo to byłem szczęśliwy ,że wracam.Nareszcie. W końcu. Silny wtrząs objął całe moje ciało.
Otworzyłem oczy i zobaczyłem światło.Zwykłe światło otaczające mnie każdego dnia przed wypadkiem.
-Boli...-wykrztusiłem marszcząc oczy od blasku.
-Boże ! Louis...!-krzyknęła Izabell płacząc.
Ponownie skrzywiłem się od bólu omiatając wzrokiem całe pomieszczenie.
Na szafce obok mojego łóżka stały świeże kwiaty i pomarańcze.Uśmiechnąłem się próbując usiąść.
W tym samym momencie moje ciało zapłonęło z bólu.
-Shit !-jęknąłem ponownie leżąc na poduszce.
Iss była przerażona za to lekarz wyraźnie zadowolony.
-Co mu jest ?-zapytała.
-Właśnie...-rzuciłem próbując pozbyć się bólu.
Lekarz w podeszłym już wieku spojrzał mi w oczy uśmiechając się wesoło.
-Już nic.-powiedział.
Te oczy...Niebieskie oczy coś mi przypominały ,kogoś...Nie mogłem jednak przypomnieć sobie szczegółów.
Ponownie spojrzałem na mężczyznę posłał mi kolejny uśmiech z palcem położonym na ustach wyszedł z pokoju.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę.-powiedziałam Iss. dalej roniąc łzy.
Posłałem jej ciepły uśmiech próbując przytulić do siebie.Niestety 569326 maszyn przyczepionych do mnie mi na to nie pozwalało.
Zachichotała siadając obok i łapiąc mnie za rękę.
Ścisnęła ją lekko gładząc moją dłoń.Uświadomiłem sobie ,że tęskniłem.Bardzo tęskniłem.
Izabell pytała mnie o szczegóły mojego snu.Nic nie pamiętałem oprócz jednego szczegółu.
-Niebieskie oczy.Takie jak tamten lekarz.-odparłem zainteresowanej Iss.
Uśmiechnęła się do mnie promiennie.
-Tak ,ten lekarz jest niebywały.Znalazł dla Ciebie dawcę.Jest nazywany Dobrym Stróżem.-odpowiedziała.
Wzdrygnąłem się słysząc ostatni wyraz.
-Louis, Coś się stało ?-zapytała przerażona.
-Nie ,nic...-odpowiedziałem z uśmiechem zmieniając temat.
Okazało się ,że Claudia też żyję.Bogu dzięki...Za to kto inny stracił życie.
-Bill oddał jej swoje płuco.-powiedział Harry uśmiechając się do mnie.
Skinąłem głową.
-Żałuję ,że nie odepchnąłem jej na większą odległość.-powiedziałem gdy byliśmy w pokoju sami.
Harry wysłał mi pełne wdzięczności spojrzenie.
Nie miał żadnego prawa na mnie tak patrzeć.Musiałem to zrobić dla naszej przyjaźni.Wszystko zepsułem.Całowałem się z jego dziewczyną chodź nie powinienem.
-Harry...-zacząłem.
Przerwał mi.
-Wszystko wiem, o wszystkim mi powiedziała.-poczułem ogromny ucisk w sercu.Zrobiło mi się wstyd za siebie.
-Ja przepraszam...-zacząłem.
Harry wlepił we mnie swoje zieloniaste oczy.
-Louis to było kiedyś a teraz jest teraz.Nie powinniśmy do tego wracać.-powiedział smutnym tonem.Wiedziałem ,że go zraniłem.Tak nie postępuję przyjaciel.
-Musiałem wybierać kto z was przeżyję...-załamał mu się głos.
Spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
-Zgadnij kogo wybrałem.
Patrzyłem mu chwilę w oczy po czym spuściłem go na podłogę.
-Nikogo.-odpowiedział za mnie.-Kocham Was tak samo bez względu tego co będzie.
Rozryczałem się.Powinien być na mnie zły.
-Mógłbym się na Ciebie obrazić ,znienawidzić Cię ,pobić.-wyliczał a ja za każdym razem wstrzymywałem oddech.-Ale nie zasługujesz na to.-dodał.
Uśmiechnął się do mnie ukazując nieskazitelny uśmiech.
-Jednak nigdy tego nie zrobię bo jesteś moim najlepszym przyjacielem i zawsze bez względu na wszystko nim będziesz.-dodał uśmiechając się promiennie.
-Harry... Nigdy więcej.-powiedziałem ze smutkiem.
Roześmiał się rzucając mi lekceważące spojrzenie.
-Rusz co nie twoje a ci łeb...-nie dokończył.
-Obiecałeś ,że mnie nie nabijesz.-westchnąłem oburzony z miną dziesięciolatka.
Curly Men wybuchł śmiechem.
-Wszystko ma swoje granice.

#DwaDniPoWyjściuZeSzpitala#

#Zayn.

-Na reszcie w komplecie.-powiedział Liam obejmując Claudię ,na której policzku dalej widniał siniec i inwalidę ,naszego "Super Men'a" -Lou.
-Nie wierzę ,że aż tak tęskniłeś.-rzucił Louis przytulając go do siebie.Jak na "inwalidę" to miał sporo siły.-Według mnie symulował żeby wzbudzić litość.
-Ja też tęskniłem !-krzyknął niedoceniony Niall tuląc wszystkich po kolei.
-Morda !-wydarła się Iss na wkurzającego blondynka.Tym razem nic sobie z tego nie zrobił.
Znów zaczął się drzeć i skakać w koło nas jak pajac.
-Zamknij się Niall !-Wydarła się.Jak Louis'a nie było to nie miał jej kto pilnować i przypiłować języka.
-Okres masz czy cię głowa boli ?!-krzyknął na cały głos Niall.
Dziewczyna zalała się czerwonym rumieńcem i wystawiła do irlandczyka język.
-Te kobiety...-bąknąłem.
Marie szczypnęła mnie w bok.Z irytacją przewróciłem oczami.
Simon czekał na Nas w domu.Właściwie to był do tej pory tylko budynek.Dzięki sobie poczuliśmy ,że jest to coś więcej.
-Naprawdę nam was brakowało.-powiedziała Nesta nadal z łzami w oczach.
Wszystkim było ciężko ale uważam ,że najbardziej nacierpiał się Harold.Najlepszy przyjaciel ("Larry") bromanse nie mogło rozkwitać i Claudia jego oczko w głowie.
Szczerze to nigdy nie widziałem by mu tak bardzo na kimś zależało.Nigdy.

Zrobiło się strasznie parno.Wszyscy pozdejmowaliśmy bluzy tylko Izabell z wiadomych względów zakrywała swe ciało.
Wszystko było w porządku dopóki Louis się nie zaintersował.
-Kochanie czemu nie zdejmiesz bluzy ?-zapytał.
Izabell spóściła wzrok.Tak jak każdego z nas zalewały siódme poty ale nie mogła zrobić tego z uwagi na zabandażowane ręcę.
Nikt nie chciał ,żeby Lou się pogorszyło.
-Tak mi dobrze ,naprawdę.-odparła zmuszając się do uśmiechu.
Louis jak to Louis zaczął ją namawiać.Dziewczyna jak zawsze uparcie broniła swojego zdania ale było oczywiste ,że w końcu ulegnie.
-Louis ja nie mogę.-powiedziała ze łzami w oczach szybko wbiegając do naszej limuzyny.
Właściwie to nie mogłem zrozumieć tego dlaczego nie jedziemy tym cudownym wózkiem Liam'a ale kit z tym.
Tom przywitał nas swym zacnym cudownym uśmiechem i jak zwykle umilał nam czas rozmową.
Izabell starała się ignorować prośby Louis'a i na wszystko była obojętna.
Claudia siedziała ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt.Harry trzymał ją mocno za rękę jakby bał się ,że znów może ją stracić.
Nie rozmawiała z Lou od dnia wypadku.Zdawało się jakby wcale się nie znali.
To on uratował jej życie.Dlaczego nie zdążyła mu jeszcze podziękować ?
Obróciła twarz w moją stronę.W jej oczach zobaczyłem ból i ogromne cierpienie.
Wyglądała tak jakby sama nie mogła się z sobą pogodzić.Była nie obecna i na wszystkie pytanie skinała tylko głową.
Chciałem zapytać jej co się stało ale bałem się ,że źle na to zareauguję.
Sądziłem ,że wolała by umrzeć.
Moja ostatnia myśl naprawdę mnie przeraziła.Jak można tak w ogóle pomyśleć ?
Uśmiechnęła się do mnie smutno wtulając się tors Hazzy ,który troskliwie objął ją ramieniem.
Louis zerkał co chwilę w jej kierunku.Oboje zachowywali się jakby skrywali jakąś straszliwą tajemnicę ,która wszystkich zaboli.
-Dziękuję.-powiedziała patrząc na Louis'a.
Uśmiechnął się do niej smutno.
-Nie masz za co.-odparł.
Teraz to ona posłała mu uśmiech.
-Uratowałeś mi życie.-odpowiedziała.
Louis skinął głową.
Mógłbym przysiąźć ,że usłyszałem z jego ust :"Żałuję tego"
Byłem całkowicie nie w temacie i nikt nie raczył mnie powiadomić.
Liam patrzył na moje poczynania związane z myśleniem z wielkim rozbawieniem.
-No co ?-zapytałem gdy wybuchł gromkim śmiechem.
Zrobił niewinną minę i dalej zaczął się zbijać.
Wszystko powolutku wracało do normy.
Mieliśmy zaszczycać L.A swoją obecnością jeszcze jedynie trzy dni.
Jeśli bym mógł wróciłbym do domu już teraz.
To prawda.Może i byłem tchórzem ale chciałem odpocząć.
Śmierć Billa.Ogromne poświęcenie.Nadchodzący proces z Caroline.
Byliśmy tym wszyscy totalnie zmęczeni.
To miały być wakację ,które  okazały się zbiorem wypadków ,smutków i rozczarowań.
Poznaliśmy też najlepsze dziewczyny na Ziemi i poznaliśmy smak miłości.Prawdziwej miłości.
-To co dzisiaj robimy ?-zapytała Marie otwierając drzwi do Willi.
-Oglądamy film !-rzucił Larry z uśmiechem.
Bogu dzięki ,że nigdzie nie wychodzimy.

________________________________________________________
Dobra -miałam dodać ten rozdział jutro.Właściwie to nie wiem czy wam się spodoba.Także następnego raczej spodziewajcie się w sobotę.W piątek nie mogę bo mam zajęcia w sql muzycznej więc mam nadzieję ,że zrozumiecie.
Przeraża mnie liczba wejść na innych blogach...
Dziękuję ,że ze mną jesteście i czytacie opowiadanie.
Zbliżamy się ku końcu : )

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego