• Wpisów: 89
  • Średnio co: 25 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 13:01
  • Licznik odwiedzin: 69 330 / 2339 dni
 
thebesttime
 

“Tylko znając odpowiedź na pytanie ,możemy jej dobrze udzielić ”




Harry x


Jestem w domu. Chyba mogę nazwać tak to miejsce. Londyn powitał mnie cudownym deszczem ,który sprawiał ,że nie musiałem się wstydzić moich łez. Tak, płakałem. Tylko moje załzawione oczy zdradzały me nędzne położenie. Czułem się jak śmieć. Nikomu nie potrzebny. Chłopaki z widocznym zwątpieniem puścili mnie do domu. Obiecałem ,że odwiedzę mamę. Chciałem się do niej przytulić i wszystko opowiedzieć, tak jak robiłem to kiedyś ale teraz wolałem cierpieć w samotności. To nie moja wina... Przemknęło mi przez myśl. Uśmiechnąłem się lekceważąco idąc przez strugi deszczu. Nie miałem na nic ochoty ,przemierzałem ulicę po ulicy ,aleję po alei. Chciałem odpocząć ,oderwać się od zła tego świata. Być sam... Nie , tylko z nią, obok niej. To koniec.

-Harry Styles.- Powiedziałem stojąc cały przemoczony w recepcji Diad'a -londyńskiego hotelu.
Recepcjonistka - Anne -tak miała napisana na plakietce ,spojrzała na mnie ze współczuciem. Nienawidziłem litości. No bo co ona nam dawała ? To nawet nie było wsparcie ,które i tak bym odrzucił. Nienawidziłem jej i nie potrzebowałem. Wolałem cierpieć. Zresztą co komu do tego ?
Jesteś osobą publiczną Harry.  -zadźwięczało mi w głowie.
Zamknij się. -warknąłem na swe myśli ,darując Anne wymuszony uśmiech.
Spojrzała na mnie podejrzliwie lekko się rumieniąc. Była nawet ładna. W każdym razie nie tak jak Cla...
Ukłucie w sercu.
Szału nie ma ,staniki nie latają.
- Pragnie Pan apartamentu ?-zapytała miło.
-Nie ,dziękuję, wystarczy zwykły pokój.
Z uśmiechem jakby na złość mi i pogodzie podała mi klucz z numerem "77". Prychnąłem.
-Drugie piętro, korytarzem w lewo ,po prawej.- rzuciła mi na wychodne.
-Dziękuję.-powiedziałem tachając ze sobą walizkę i wchodząc z nią do windy.

Nawet nie ogarnąłem wzrokiem pokoju. Było mi to całkowicie obojętne. Ważne ,że wreszcie mogłem odpocząć ,zaszyć się w swojej norze. Sam. Nikt więcej.
Natychmiast zakluczyłem drzwi i rzuciłem się na łóżko zaczynając ponownie płakać. Pierwszy raz płakałem przez dziewczynę. Było warto ? Tak , jest wyjątkowa. Ciągle miałem cichą nadzieję ,że jednak ją spotkam ,po mimo wszystko. Wsłuchiwałem się w bicie deszczu o parapety. Było tak ciche i spokojne. Dawało ukojenie ,którego potrzebowałem. Uspokoiło mi oddech.
Odleciałem, sam nie wiem jak i kiedy.

Obudził mnie głos sprzątaczki. Tak właściwie to jej ciche nucenie.
-O przepraszam ! -krzyknęła gdy zacząłem się rozbudzać.
-Nie ma za co...-powiedziałem jeszcze zaspany.
-Obudziłam Pana.-rzekła cicho dalej ścierając kurze.
Usiadłem na brzegu łóżka spoglądając na swoje ubranie. Nie byłem w stanie nawet jego zdjąć ? W głębi serca dziękowałem Bogu ,że jednak jego nie zdjąłem. Bo jak to miałem w zwyczaju -do końca.
-Nic się nie stało...-powiedziałem odgarniając z czoła moje niesforne loki.
Siedziałem chwilę wpatrując się w okno. Za nim dalej padał deszcz.
-Musisz ją bardzo kochać.-powiedziała wskazując łzę spływającą mi po policzku.
Uśmiechnąłem się.
-Albo jest zwykłą suką jeśli doprowadza tak wspaniałego mężczyznę do łez.
W tej chwili nie wytrzymałem.
-Nie jest taka jak Pani myśli.-powiedziałem dość ostro. Zauważyłem ,że zaczęła się wycofywać.- To ja byłem zły.
Zapadła cisza.
-Czyli ona Pana nie kocha ?-zapytała.
Spojrzałem na nią lekceważąco.
-To nie tak...
-A jak ?-zapytała z zaciekawieniem mi się przyglądając.
Przełknąłem gulę ,która od dawna siedziała w moim gardle. Wiedziałem ,że kiedyś przyjdzie czas by wszystko wytłumaczyć ,zwierzyć się komuś. Nie wiedziałem jednak ,że nastąpi to tak niespodziewanie i szybko.
-Ona też mnie kocha ale nie może ze mną być...-powiedziałem uśmiechając się smutno. Była to prawda. Szkoda ,że tylko nie wiedziałem dlaczego nie może... Harry ,tak będzie lepiej. -rzekła łamiącym się głosem. Ty zawsze będziesz o tym pamiętać a ja nie będę mogła żyć z tą świadomością ,że Cię zraniłam.
-Jestem pewna ,że będziecie jeszcze razem.- powiedziała tchnąc we mnie nadzieję. -Wy się kochacie. Po mimo tych ucieczek i ciągłych kłamstw mediów będziecie razem.
Miałem już ją zapytać dlaczego tak sądzi ale wyprzedziła me pytanie.
-O taką miłość warto nie tylko i walczyć ,ale dla takiej miłości warto i umierać.

Umierać. W głowie pojawiło się dobrze znane mi wspomnienie. Znienawidzone przeze mnie do reszty miejsce -Szpital. Tamte dni gdy mogłem ją już na zawsze stracić. Bez wahania oddałbym za nią życie.

Wyjrzałem przez okno.
-Słońce... -powiedziałem uśmiechając się szczerze.- Jest może jeszcze jakaś nadzieja...


Iss <3


Rodzice bardzo ucieszyli się z mojego powrotu do domu. Gorące słońce Hiszpanii także się chyba stęskniło bo grzało niemiłosiernie mocno otulając mnie swym blaskiem.
Wpadłam do domu udając niemiłosierne zmęczenie po dłuuugiej podróży. Tak naprawdę chciałam pobyć sama ze sobą ,bo już dawno ze sobą nie obcowałam. Musiałam wszystko przemyśleć i po rozpływać się w wspomnieniach minionych tygodni.
Mój niebiesko - pomarańczowy pokój wydał mi się taaki cichy i przytulny/ Rzuciłam się na łóżko ,które po mimo ,że nie było takie wielkie i miękkie jak w L.A wzywało mnie do siebie. Od razu owiał mnie zapach orientu. Zasnęłam... Śniły mi się wielkie dzikie ptaki ,kolorowe papugi i maleńkie kolibry. Chodziłam po egzotycznym lesie zachwycając się zwierzętami i roślinami całkowicie zapominając o obietnicy złożonej Lou.
Obudził mnie śmiech mojej siostry -Litty.
-Przystojny... -rzuciła wlepiając swe gały w ekran mojego telefonu.
-Oddawaj to mała żmijo ! -jęknęłam zrywając się z łóżka i wyrywając telefon.
Spojrzała na mnie zdumiona i lekko zaszokowana. Uwierzcie nie ma nic gorszego niż młodsza siostra... I to w wieku 11 lat -tzw. najgłupszym.
-I po co te nerwy ? -zapytała lekceważącym tonem wdrapując się na mój neonowy fotel. Tzw. oczojebkę koloru pomarańczowego.
Westchnęłam ciężko spoglądając na liczbę nie odebranych połączeń.
-26.-powiedziałam po angielsku. Zauważyłam ,że w tym języku zaczyna mi się coraz to lepiej mówić a co za tym idzie i wygodniej. Z przerażeniem zauważyłam ,że prawie straciłam akcent z moich stron wymawiając wyrazy po hiszpańsku z nutką brytyjskiego akcentu.
Litta skrzywiła twarz.
-To chłopak już trochę czeka...
Puściłam jej uwagę mimo uszu. Mimo tego byłam na siebie zła ,że zasnęłam.
Postanowiłam oddzwonić. Odebrał po trzech sygnałach.
-Iss ?! Boże ! Co się stało ?- wykrzyknął przerażony/
Uśmiechnęłam się.
Litta na paluszkach wybiegła z mojego pokoju. Słyszałam odgłos jej kroków na schodach.
-Przepraszam Louis.Zasnęłam. Byłam zmęczona.-powiedziałam ze smutkiem.
Zapadła cisza.
-W porządku. Martwiłem się o Ciebie.-powiedział weselej.
-Tęsknie za Tobą.-usłyszałam.
Moje usta ogarnął jeszcze szerszy uśmiech.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-odpowiedziałam niemal tuląc telefon.
-Mamo ! Tato ! -wydarła się Lii.- Iss ma chłopaka !
Miałam ochotę ją zadusić. Niech ta mała menda się tylko pojawi.
-Weź na głośno mówiący.-powiedział Louis wyraźnie rozbawiony.
Bez słowa włączyłam głośnik.
-Jest sexy... i do tego chyba z samej Anglii ! -darła się dalej.
Poczułam jak paznokcie wbijają mi się w dłoń. Powstrzymywałam się od eksplozji.
-Louis...
-Shh... Iss.-uciszył mnie dalej słuchając wywodów mojej siostry.
-Chyba jest fajny. Noo ,bo Izabell z nim chodzi. W każdym razie jak się dowiem kto to ,to wam powiem.-krzyknęła i zaczęła wbiegać na górę.

-Chodź ,chodź...-mruczałam w głowie. -Już ja się z Tobą kochana rozprawie !
Louis się śmiał. Tak po prostu podczas gdy ja umierałam ze wstydu przez moją rodzinę... Moją siostrę.
-Zrozumiałeś ?-zapytałam zdziwiona.
-No jasne.
-Miło mi ,że tak sądzisz Litta.-powiedział po hiszpańsku.
Uśmiechnęłam się lekceważąco jednocześnie posyłając jej spojrzenie : He is mine !
Młoda zalała się ognistym rumieńcem.
Dobrze jej tak.
-Wowowow. Skąd znasz hiszpański ?-rzuciłam po angielsku.
Byłam naprawdę miło zaskoczona.
-Aż wstyd się przyznać...-wyszeptał. -Hazza mnie nauczył ; x -powiedział ze śmiechem.
Uśmiechnęłam się.
-No ,no... Jednak wolę gdy rozmawiamy po angielsku. Przynajmniej nikt w tym domu w większym stopniu go nie rozumie.-zaakcentowałam spoglądając na wredną kanalie.
Lou się roześmiał.
-Of course Bella...- Roześmiałam się.
-Paa Litta , Bye Iss. Dzisiaj na Skype o 6 ?-zapytał.
Spojrzałam na zegarek.
4.28 p.m. Spryciarz miałam czas aby się jeszcze ogarnąć i jako tako wyglądać przed kamerą.
-Czyli moja 7 ?-powiedziałam
-Nie ,nie ,nie ! -zajęczał.
Roześmiałam się.
-Twoja 6.-odparł z udawanym zirytowaniem.
-Okey.-powiedziałam udając przerażenie.
-Kocham Cię.-powiedział.
-Ja Ciebie Też.-odparłam wduszając czerwoną słuchawkę.
_________________________________________________________________________________

Jest number one. Myślę ,że wyszedł nawet Okey, ale to wy już ocenicie.


Kocham Was : ) I Muszę się przyznać ,że tęskniłam ! <3

Nie możesz dodać komentarza.

 
  • awatar
     
     
    weloveyou1d
    HYh..powrót na ,,stare śmiecie,, w wielkim stylu,,! :)
    rozdział wspaniały!
    Kocham Cię.xx